wtorek, 14 lutego 2012

Tak jak myślałam

Moja i babci  praca z dziećmi P. została zmarnowana. Czy mogłam się w zasadzie spodziewać czegoś innego?
Matka wywiozła cała trójkę do dziadków i heja z gachem w długą. Zawiozła, wystawiła walizki i dzieci i pojechała w sina dal.  Pewnie 4 telewizor wybierali do 2 pokojowego mieszkania.
Mogę się założyć, ze chłopcy całe dnie spędzili przed telewizorem albo komputerem. Tamta bacie i dziadka mało obchodzi, to że dzieci nie umieją i są zdecydowanie w tyle.
Jedyny Al się zamartwiał, ze nie spełnił moich oczekiwać. Biedne dziecko! Ja wiem, że on by się uczył, tylko on chce zainteresowania, chce żeby ktoś był, żeby ktoś zauważył jego prace, żeby pochwalił i przytulił. faktem jest, że trzeba go popędzać do nauki, ale którego dziecka nie trzeba?
Żeby nie było, Al został dzisiaj wytłumaczony przez gacha. Tzn ja myślę, że oni chcą wytłumaczyć samych siebie, wytłumaczyć się z braku czasu dla Ala i Phila, zresztą dla wspólnego dziecka też. Też mi żal tego małego.

Z drugiej strony czego oczekiwać od osoby, której ostatnią lekturą było zapewne " O psie, który jeździł koleją",a zainteresowania inne ograniczają się do obejrzenia telenoweli wenezuelskiej czy innej i podniecanie się losami bohaterów komedii romantycznych.
Al mi mówił, że mama z nim zadania z polskiego robi. Ja widziałam te zadania.
Zastanawiam się jak ktoś może podejmować się nauki języka skoro przysłówek i przymiotnik, to w tej osoby mniemaniu, ta sama cześć mowy.
Już kiedyś też nie poszedł do szkoły. Nie wiem jaka była przyczyna, ale faktem jest, że wywiozła dzieci, a potem Alowi pisała w książce. Jak to zobaczyłam to mną zatelepało. Ja rozumiem, że ona miała pod górkę do szkoły, ale dlaczego jej tak bardzo zależy na tym, aby jej syn też był głupi, tego nie zrozumiem.Wytarłam mu wtedy te zrobione zadania z książki i robił sam jeszcze raz. Powiedziałam: " Al, nigdy nie zgadzaj się na to, aby ktoś za ciebie odrabiał lekcje, bo nigdy się niczego nie nauczysz". Dyktowanie pięciu zdań streszczenia, to już sprawa nagminna.

I oczywiście trzeba tylko nabywać- ot życie nastawione na konsumpcję. Żeby chociaż dzieciom książkę kupiła. Ale nie , trzeba kolejną agresywną grę komputerową.

Ale mamusia jest sprytna i chce dziecku pomóc. Ponieważ Al sobie nie radzi, bo się nie uczy, to trzeba go wysłać na badania do poradni pedagogicznej. Dzisiaj mówił, że gdzieś tam był i pani mu kazała jakieś rysunki malować i o rożne rzeczy pytała, a potem powiedziała, że z polskim radzi sobie dobrze, ale z matematyka nie.Od razu mi się kontrolka zapaliła.
No niech mu tylko odpowiednią diagnozę postawia, to już mamusia umyje ręce od wszystkiego.
Pozostaje tylko nadzieja, że panie w poradni są bardziej rozgarnięte.

środa, 8 lutego 2012

List od babci

1. Dyktanda należy przypilnować codziennie 45 min( godz.lekcyjna) na konkretnych wyrazach w osobnym pomieszczeniu, aby nie rozpraszać ucznia !!
2. Dodawanie idzie nieźle.
3. Tabliczka mnożenia leży odłogiem- codziennie ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć i to ostro!


To wtedy zdaniem taty P. jej się pogorszyło :))

tak się zastanawiam w zasadzie, po co mi rola złego policjanta. I tak wszystko w ciągu tygodnia zostanie zmarnowane.

czwartek, 2 lutego 2012

Babcia się obraziła

Chłopcy za chwilę powrócą do domu.
Babcia podobno się obraziła, bo szaleją. Nie wiem tylko o co się obrażać. Przecież życie nie składa się z samych kar. Owszem nie, ale czasami trzeba.
Zaskoczona jestem, bo ostatnio to podobno ja stwarzałam jakiś problem, a ona tak świetnie sobie radzi sama.
telefonicznie bardzo się żaliła P., że chłopcy nic nie umieją, że są niedopilnowani i niedouczeni. Tylko nie wiem , dlaczego nie zadzwoni do swojej byłej synowej i jej tego nie powie.
Tak mi się wydaje, ze złego adresata swoich emocjonalnych rozterek wybrała.
Chłopcy wrócili, a ja otrzymałam epistołę, czego Al powinien się uczyć. W zasadzie nic odkrywczego, o wszystkim wiedziałam wcześniej. W zasadzie to jakoś do serca sobie tego nie wziłam, bo chyba pomyliła adresata.
I tak sobie czytam, P. sie chichra i tylko kiwa głową, a teściu do mnie: " Nie przejmuj się, bo jej się wczoraj pogorszyło.
:D
W każdym razie, wariactwo trwa dalej.

Al wypchnął mnie z sypialni. Ja utuliłam Phila do snu.

niedziela, 29 stycznia 2012

Usmiechnęłam się

Z teściowymi, nawet tymi nieformalnymi bywa ciężko.
Ostatnio miałam zakupić dla chłopca z rodziny 2 bluzeczki. Doradziła mi K odpowiedni rozmiar i kopiłam.
Pokazałam teściowej w domu i twierdziła, że no ładne i chyba nawet za duże, ale nieważne, bo choćby nawet to dziecko dorośnie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy 20 minut później już u mamy chłopca zmieniła zdanie i z uporem maniaka twierdziła, że są za małe i złe. Dobrze, że mama i babcia dziecka mnie obroniły. Zastanawiam się tylko skąd u niej to się bierze?
Dzisiaj też się ubawiłam. Oglądam z chłopcami szkielet ludzik, który im zakupiła, a tu nagle wpycha się miedzy mnie, dzieci i tego kościotrupa. Uśmiechnęłam się i odeszłam. Potem powiedziałam P o tym i śmialiśmy się. P. prosił, żebym się nie przejmowała. Ja się nie przejmuję, raczej mnie to śmieszy.

Chłopcy jutro jadą do dziadków na 2 - 3 dni. No zobaczymy, ile wytrzymają.
P już mówi o sobie , że drze się jak hitlerowiec i cały wieżowiec go tylko słyszy jak się wydziera, bo mu psycha siada.

A wczoraj Phil do mnie o Alu powiedział: " Normalnie z nim się nie da żyć". Dobrze, że jeszcze ze mną żyć może :))







sobota, 28 stycznia 2012

To sobie siedzimy

Jedno jest pewne- muszę do chłopaków z powrotem przywyknąć, do tego ciągłego zamieszania, gwaru, tupotu, kłócenia się i szumu kompuerowych gier wszelkich.
Ja wzięłam dawkę magnezu i costagnusa, bo nerwy mi nadal puszczają- powoli się uspokajam i coraz mniej przeszkadza mi dźwiek upadajacych na podloge przedmiotów.
Wczoraj myślałam, że oszaleję, jak toczyli twardą piłeczkę po panelach, ale dałam rade ( strącaliśmy ludziki).
I to ciagłe zwracanie na siebie uwagi i wołanie co 2 minuty jak nie mnie to P. Niekończąca się historia normalnie.
Wczoraj jak dopadli P. to się opędzić nie mógł. Włazili mu na plecy, kolana. Chodził tak z nimi po domu. Nawet na kolanach u niego chca jeść.
Hit dnia- Phil tak dzisiaj rano mył zęby, że cała pasta została na rękawie jego bluzki. Chrzanie to, nie piorę. Do końca dnia chodzi uflejany :))
Kupiliśmy sanki.

Tak sobie myślę, że byłam bardzo naiwna umieszczając apel do odwiedzających na innym blogu.Przecież fanatyk nie wie, że jest fanatykiem, co sie dzisiaj potwierdziło.
Już mu kiedyś  pisałam, żeby nie zostawiał komentarzy u mnie, ale nie i nie zamierzam mu na jakiekolwiek pytania odpowiadać, ale gdzież tam- nie dociera. Nie zawahałam sie wiec użyć czarnej listy. Ciekawa jestem, czy będzie tworzył kolejne adresy e- mailowe, czy da sobie spokój.






piątek, 27 stycznia 2012

Nie ma opcji. Musimy być razem.

Aktualnie z ukochanym jesteśmy pokólceni. To znaczy ja jestem obrażona i mam pozę księżniczki.
Denerwują mnie jego wtręty, wiecznie problem o to samo.
Śpie sobie w osobnym łózeczku i jest mi bardzo wygodnie. Tylko dlaczego on wpada do mnie rano i mnie "szczypie?"
  Dzisiaj przychodzą do nas chłopcy. Będą tydzień.
Już podsunęłam P. pomysł, aby wywiózł ich i siebie do rodziców. No zadowolonej miny nie miał, ale mnie chętnie by tam wysłał. O nie! Nie tym razem. 

Jest jedno wyjście - kompromis, tzn ja stoję przy garach.Wrrrr

Po prawdzie już mi przechodzi zadzieranie nosa i wszystko wraca do normy. Przez to jego zaczepianie mnie.
Czyli stanęło na tym, że musimy być razem.

Już nie biegnę

To pierwszy dzień dzisiaj w tym miejscu.
Całkiem anonimowo rozglądam się po tym kawałku tego blogowego świata.
Póki co bawię się panelem administracyjnym, zmieniam wygląd raz za razem i nie mogę dokończyć swojej przeprowadzki z miejskiej dżungli do swoich czterech ścian
Ten blog będzie zupełnie inny. Nie chce tutaj tłumów. Już nie.