Chłopcy za chwilę powrócą do domu.
Babcia podobno się obraziła, bo szaleją. Nie wiem tylko o co się obrażać. Przecież życie nie składa się z samych kar. Owszem nie, ale czasami trzeba.
Zaskoczona jestem, bo ostatnio to podobno ja stwarzałam jakiś problem, a ona tak świetnie sobie radzi sama.
telefonicznie bardzo się żaliła P., że chłopcy nic nie umieją, że są niedopilnowani i niedouczeni. Tylko nie wiem , dlaczego nie zadzwoni do swojej byłej synowej i jej tego nie powie.
Tak mi się wydaje, ze złego adresata swoich emocjonalnych rozterek wybrała.
Chłopcy wrócili, a ja otrzymałam epistołę, czego Al powinien się uczyć. W zasadzie nic odkrywczego, o wszystkim wiedziałam wcześniej. W zasadzie to jakoś do serca sobie tego nie wziłam, bo chyba pomyliła adresata.
I tak sobie czytam, P. sie chichra i tylko kiwa głową, a teściu do mnie: " Nie przejmuj się, bo jej się wczoraj pogorszyło.
:D
W każdym razie, wariactwo trwa dalej.
Al wypchnął mnie z sypialni. Ja utuliłam Phila do snu.
Wiesz jak jest, łatwiej jest wylać swoje pretensje i żale na kimś, kto jest pod ręką i kto to przyjmie. A poza tym mówiąc o tym, pewnie ma wrażenie, że "ona ma już czyste ręce", zrzuciła "swój ból i ciężar", pozbyła się odpowiedzialności - tzw. spychoterapia i sumienie ma czyste... Proste, tylko takie krótkowzroczne rozwiązanie nie na dłuższą metę, bo problemy mogą być tylko większe... Trzymajcie się! K.
OdpowiedzUsuń