czwartek, 26 stycznia 2012

BRUNO.
W środę w końcu przestał padać deszcz. Po południu tłumy dzieci spragnione słonecznej pogody wyległy na podwórko.
Jeździłam trochę koło bloku, ale wyprawiali takie wariactwa i tak plątali się pod nogami, że udałam się w swoje miejsce odosobnienia, zresztą najlepsze pod względem równości ułożonej kostki.
W oddali zauważyłam moją koleżankę z córką, ale pomachałam im tylko i pojechałam dalej.
Gdy wracałam, jeszcze stały, więc podjechałam do nich.
Stał z nimi 5 letni chłopiec. Dowiedziałam się od Agnieszki, że on mówi, że się zgubił i trudno się z nim dogadać, bo nie potrafi udzielić podstawowych informacji o sobie. Powiedziała mi, że wisiał na łańcuchach przy skrzyżowaniu pół godziny i oglądał rozbity samochód ( niegroźna stłuczka, tylko przód jednego samochodu stał się podobny do rekina). Podeszła o niego ze swoją znajomą, ale chciał uciekać, na szczęście go zatrzymały.
Stoją nad nim i myślą, co teraz- no " CHYBA trzeba zadzwonić na policję?".
Postanowiłam pogadać jeszcze nim ja, bo tak sobie pomyślałam, że może jednak obędzie się bez panów w mundurach i rodzicom tłumaczenia się, bo nieraz to rożnie bywa. Nie tak dawno P. biegał z Alem po osiedlu i szukał Phila, a ten siedział ze mną w domu i wcinał naleśnika. Na moje pytanie :" Gdzie są tata i Al?"odpowiedział, że już idą. Uznałam, że P. wie, że on przybiegł do domu, ale się pomyliłam.
Ze względu na pedagogiczne wykształcenie przerzucony został problem na mnie.Podjęłam więc próbę:
- Cześć. Mam na imię Dorota.
Podał mi rękę, ale nic.
- Jak Ty masz na imię? - pytam
- Bruno- odpowiedział.
- Wiesz gdzie mieszkasz?
- Na ..... skiego 6.
- Długo już tak chodzisz sam?
- Długo
- Jesteś głodny, chce Ci się pić?
- Tak
Dałam mu swój napój, koleżanka wysłała córkę po rogaliki.
- Wiesz co- mówię do niego- ja zadzwonię teraz do takiego pana, który pomoże nam znaleźć Twoja mamę.
- Dobrze- powiedział.
Zadzwoniłam więc pod numer alarmowy policji, bo żadnego innego nie znam. Po krótkiej chwili zgłosił się dyżurny. Przestawiłam się, powiedziałam w jakiej sprawie dzwonię. Poprosił, żebym opisała dziecko, wiec podałam szczegóły rysopisu. Poprosił następnie, żebym przytrzymała dziecko, bo oni już mają zgłoszenie o zaginięciu i zaraz wyśle radiowóz.
- Mam dla Ciebie dobre informacje, Bruno. Mama i tata już Cię szukają.
Kiwnął głową bez entuzjazmu.
- Zaraz przyjadą tutaj panowie, którzy zabiorą Cię do domu.
Znowu kiwnął głową, ale radość nie malowała mu się na twarzy.
Po 5 minutach przyjechali. Spisali moje dane, posadzili chłopca w samochodzie, podziękowali za dobrą obywatelska postawę.
Bruno siedział trochę przestraszony, ale policjanci uspokajali go mówiąc , że zaraz zawiozą go do domu.
- Ale masz fajnie Bruno- mówię. Będziesz jechał takim super samochodem, też bym chciała.
Trochę się uśmiechnął.
- Twoja mama już czeka na Ciebie.
- Tak- policjant wyraził sceptycyzm w tonie głosu i uśmiechu. Mamie to pewnie powiedzą, że się zgubił. Gdyby nie inni ludzie , to może jutro by się kapnęła, że go nie ma.
Na szczęście powiedział to cicho i tylko do mnie.
------------------------------------------------------------------
Mąż mojej koleżanki powiedział, że jak dostanę nagrodę za ta tzw. postawę obywatelską, to one ( czyli jego żona i jej koleżanka) też będą chciały), ale zadzwonić nie miały odwagi.
Dla mnie najbardziej wartościową nagrodą byłoby, gdybym wiedziała, że Bruno znajdzie w domu miłość i właściwą opiekę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz