Siedzę sobie wakacyjnie nadal w
domu.Próbuję pisać swoje opowiadanie, ale momentami proces twórczy mnie
przerasta i chyba już motywacja mniejsza, bo niby czemu i komu ma to
służyć?
Poza tym zastanawiam się ,czy
naprawdę mam aż tak istotne rzeczy do przekazania, żeby książki pisać? W
końcu od starożytności do teraz chyba już wszystko zostało opisane na
rożne sposoby. Zmieniają się tylko nazwiska, miejsca zdarzeń, dekoracje,
plenery. No dobrze, ale swoje wewnętrzne rozterki zostawię dla siebie
samej.
Przeglądając blogi natknęłam
się na jeden, który wciągnął mnie bardzo. Poświeciłam na przeczytanie
wszystkich postów kilka godzin. Historia jest naprawdę dramatyczna (
linka podam na końcu, choć bez zgody autora( ale chyba w tym wypadku nie
muszę jej mieć).
Ale dlaczego o tym chce napisać?
Czytając
bloga Beaty znajduję w nim bardzo dużo podobieństw do własnych
doświadczeń. To dla mnie dziwne i mam jakieś irracjonalne wrażenie, ze
nie stało się przypadkiem to, że zajrzałam akurat na tą stronę. W
pewnych momentach widzę siebie, moją mamę i siostrę, przede wszystkim
jednak własną głupotę i naiwność.
Jak
byłam młoda , a było to bardzo bardzo dawno temu, też myślałam, że
jeśli oddam drugiem człowiekowi wszystko, kiedy zrezygnuje z siebie na
rzecz jego potrzeb, to dostane to samo w zamian.
Nic
bardziej głupszego chyba wymyślić nie mogłam. Na własne życzenie
znosiłam paskudne kłamstwa, złe traktowanie, manipulację,
wykorzystywanie mojej osoby do załatwiania czyjś brudnych spraw, udziału
w spłacaniu długów, kontrolowania mojego życia. I kto by pomyślał, że
ja, w końcu jak by nie było socjologicznie wyedukowana, nie zauważyłam
tego, co koło mnie się dzieje. Jedno co mu się nie udało, to zmienić
moich relację z moją najbliższą rodziną, choć wiele razy próbował.
Straciłam wiele, finansowo również- ale do diabła z pieniędzmi i innymi
materialnymi przedmiotami. Zresztą wszystko to, co było dla mniemało
znaczy, przeżyłam to i uważam, że i tak wyszłam obronną ręką.
Wiem,
że przynajmniej jedną osobę czytającą mojego bloga zainteresuje, co
takiego wydarzyło się, że się otrząsnęłam. Pewnego dnia, w całkiem
prozaicznej sprawie,zapytałam się go „ czy mogę”? Dwa dni później, znowu
przy okazji jakiegoś głupstwa” zapytałam po raz kolejny „ czy mogę”, by
nie wywołać jego niezadowolenia. I wtedy coś we mnie pękło.
Powiedziałam sama do siebie : „ Zaraz chwileczkę, co ja wyprawiam. Za
chwilę zacznę się pytać, czy mogę iść do łazienki , bo może też mu nie
będzie na rękę?”. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim jestem
ja?W jakim stopniu spełniane są i były moje potrzeby? W jakim stopniu
on interesował się moimi problemami?. Wszystko wyszło na nie. Uznałam
więc, że nie warto. Na sam koniec dopuścił się przemocy fizycznej wobec
mnie i mojej siostry ( bo nie mógł znieść, że stoimy za sobą murem).
Oczywiście byłam k... i ta najgorszą, ale czy mogłam się czegoś innego
spodziewać?
Krótko po rozstaniu
jeszcze próbował mną manipulować. Podszywał się np. pod inne osoby, żeby
wysyłać mi wiadomości na gg czy skype. Najzabawniejsze było to, że po
jakimś czasie, zadzwonił do mnie i powiedział: „ No dobrze,pokłóciliśmy
się, nawtykaliśmy sobie nawzajem, ale dajmy już temu spokój, bądźmy
dalej razem”. Tym razem mu się nie udało.
Wyciągnęłam
z lekcji wnioski i dzisiaj żyje mi się znacznie lepiej. Myślę, że daje z
siebie dużo P. Pielęgnuje swój związek z wielka uwagą i
skrupulatnością.Staram się dbać o P. w każdym wymiarze egzystencji,
czasami spełniam jego zachcianki, robię mu niespodzianki, chce żeby czuł
się szczęśliwy ze mną i miał radość z przebywania ze mną.
Jest
jednak jedno ale. Nie robię niczego przeciwko sobie. Jasno mówię czego
potrzebuje lub czego mi brakuje, co mi przeszkadza. Konsekwentnie dążę
do tego, aby moje potrzeby były uwzględniane, nie rezygnuję ze swoich
pragnień i marzeń, nie odpuszczam dla tzw. świętego spokoju. Żyje jak
chce i pozwalam jemu na realizację swojego „ja”. Myślę, ze cały sekret w
tym, że spotykamy się zawsze gdzieś pośrodku.
Przede wszystkim jestem sobą i wiem,że nie muszę się zmieniać i robić niczego przeciwko sobie, aby P. mnie kochał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz