czwartek, 26 stycznia 2012

Siedzę sobie wakacyjnie nadal w domu.Próbuję pisać swoje opowiadanie, ale momentami proces twórczy mnie przerasta i chyba już motywacja mniejsza, bo niby czemu i komu ma to służyć?
Poza tym zastanawiam się ,czy naprawdę mam aż tak istotne rzeczy do przekazania, żeby książki pisać? W końcu od starożytności do teraz chyba już wszystko zostało opisane na rożne sposoby. Zmieniają się tylko nazwiska, miejsca zdarzeń, dekoracje, plenery. No dobrze, ale swoje wewnętrzne rozterki zostawię dla siebie samej.
Przeglądając blogi natknęłam się na jeden, który wciągnął mnie bardzo. Poświeciłam na przeczytanie wszystkich postów kilka godzin. Historia jest naprawdę dramatyczna ( linka podam na końcu, choć bez zgody autora( ale chyba w tym wypadku nie muszę jej mieć).
Ale dlaczego o tym chce napisać?
Czytając bloga Beaty znajduję w nim bardzo dużo podobieństw do własnych doświadczeń. To dla mnie dziwne i mam jakieś irracjonalne wrażenie, ze nie stało się przypadkiem to, że zajrzałam akurat na tą stronę. W pewnych momentach widzę siebie, moją mamę i siostrę, przede wszystkim jednak własną głupotę i naiwność.
Jak byłam młoda , a było to bardzo bardzo dawno temu, też myślałam, że jeśli oddam drugiem człowiekowi wszystko, kiedy zrezygnuje z siebie na rzecz jego potrzeb, to dostane to samo w zamian.
Nic bardziej głupszego chyba wymyślić nie mogłam. Na własne życzenie znosiłam paskudne kłamstwa, złe traktowanie, manipulację, wykorzystywanie mojej osoby do załatwiania czyjś brudnych spraw, udziału w spłacaniu długów, kontrolowania mojego życia. I kto by pomyślał, że ja, w końcu jak by nie było socjologicznie wyedukowana, nie zauważyłam tego, co koło mnie się dzieje. Jedno co mu się nie udało, to zmienić moich relację z moją najbliższą rodziną, choć wiele razy próbował. Straciłam wiele, finansowo również- ale do diabła z pieniędzmi i innymi materialnymi przedmiotami. Zresztą wszystko to, co było dla mniemało znaczy, przeżyłam to i uważam, że i tak wyszłam obronną ręką.
Wiem, że przynajmniej jedną osobę czytającą mojego bloga zainteresuje, co takiego wydarzyło się, że się otrząsnęłam. Pewnego dnia, w całkiem prozaicznej sprawie,zapytałam się go „ czy mogę”? Dwa dni później, znowu przy okazji jakiegoś głupstwa” zapytałam po raz kolejny „ czy mogę”, by nie wywołać jego niezadowolenia. I wtedy coś we mnie pękło. Powiedziałam sama do siebie : „ Zaraz chwileczkę, co ja wyprawiam. Za chwilę zacznę się pytać, czy mogę iść do łazienki , bo może też mu nie będzie na rękę?”. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim jestem ja?W jakim stopniu spełniane są i były moje potrzeby? W jakim stopniu on interesował się moimi problemami?. Wszystko wyszło na nie. Uznałam więc, że nie warto. Na sam koniec dopuścił się przemocy fizycznej wobec mnie i mojej siostry ( bo nie mógł znieść, że stoimy za sobą murem). Oczywiście byłam k... i ta najgorszą, ale czy mogłam się czegoś innego spodziewać?
Krótko po rozstaniu jeszcze próbował mną manipulować. Podszywał się np. pod inne osoby, żeby wysyłać mi wiadomości na gg czy skype. Najzabawniejsze było to, że po jakimś czasie, zadzwonił do mnie i powiedział: „ No dobrze,pokłóciliśmy się, nawtykaliśmy sobie nawzajem, ale dajmy już temu spokój, bądźmy dalej razem”. Tym razem mu się nie udało.
Wyciągnęłam z lekcji wnioski i dzisiaj żyje mi się znacznie lepiej. Myślę, że daje z siebie dużo P. Pielęgnuje swój związek z wielka uwagą i skrupulatnością.Staram się dbać o P. w każdym wymiarze egzystencji, czasami spełniam jego zachcianki, robię mu niespodzianki, chce żeby czuł się szczęśliwy ze mną i miał radość z przebywania ze mną.
Jest jednak jedno ale. Nie robię niczego przeciwko sobie. Jasno mówię czego potrzebuje lub czego mi brakuje, co mi przeszkadza. Konsekwentnie dążę do tego, aby moje potrzeby były uwzględniane, nie rezygnuję ze swoich pragnień i marzeń, nie odpuszczam dla tzw. świętego spokoju. Żyje jak chce i pozwalam jemu na realizację swojego „ja”. Myślę, ze cały sekret w tym, że spotykamy się zawsze gdzieś pośrodku.
Przede wszystkim jestem sobą i wiem,że nie muszę się zmieniać i robić niczego przeciwko sobie, aby P. mnie kochał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz