17 grudnia 1970 roku, przed godzina 6 rano, jedzie do pracy, do stoczni. Pociąg zatrzymuje się na stacji, ludzie wysiadają i w tym samym momencie MO otwiera do nich ogień. Nie celują w nikogo, strzelają seriami na oślep, by zabić kogokolwiek. Jedna z kul trafia Brunona. Ciężko ranny, na pół przytomny trafia do szpitala, w którym umiera.
Dzień później, w samym środku nocy, ma miejsce pogrzeb. Żona Brunona wyrwana ze snu, dostaje od urzędników pół godziny,aby dotrzeć na cmentarz.
Żegna swojego męża, unosząc i przytulając jego ciało do siebie, które bezwładne usuwa się jej z rąk. Brunon leży w na szybce zbitej trumnie, ubrany w szpitalną piżamę, z otwartymi oczami, bez butów. wszystko trwa chwilę.Wieko trumny zostaje zabite. Na cmentarzu ksiądz odmawia krótka modlitwę. Prosi rodzinę, aby zaśpiewali wspólnie Salve Regina, na co milicjant odpowiada ; " Żadnych śpiewów, ma być cicho".
Zapada cisza.
Tylko że w serce i umysł wdzieją się myśli, które potrafią zmienić na zawsze człowieka. Coś co nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć, zasnąć bez niepokoju, coś co będzie powracać jak bumerang.
" Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
ocalałeś nie po to aby żyć"
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
ocalałeś nie po to aby żyć"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz