czwartek, 26 stycznia 2012

Dziś (30. III) Meg- moja jedyna siostra ( braci nie posiadam) kończy 36 lat. Mam nadzieję, że nie będzie mi miała za złe, że o tym mówię, ale żeby nie było, za 2 miesiące z hakiem ja skończę 35- żadna to tajemnica,ani problem.
Z Meg byłyśmy praktycznie od zawsze razem. Ona tylko małą chwilkę była sama. Jesteśmy prawie jak bliźniaczki. Wiem  " prawie" robi wielką różnicę i tak rzeczywiście jest. Fizycznie w ogóle nie jesteśmy do siebie podobne. Ktoś, kto nie wie, pewnie nigdy by nie powiedział, że jesteśmy siostrami. Oczywiście są pewne cechy, które nas łączą. Pierwszą, zasadnicza, jest to, że jesteśmy kobietami,poza tym  mamy bardzo podobną barwę głosu ( nawet mama odbierając telefon się myli)i obydwie chodzimy jak " kaczki". Meg wybacz- to obserwacja P.,  ale przecież wiesz, że on Cię uwielbia :). Mamy również podobne poglądy, lecz nie takie same. Wiele spraw postrzegamy w taki sam sposób. Kiedyś, dawno temu, nie zwracałam uwagi, nie przyjmowałam jej uwag dotyczących mojego życia. Szkoda, bo to ona miała rację, a ja myliłam się na całej linii. Teraz słucham uważnie i wałkuje temat w swojej głowie po 2-3 razy.Gdy poznałam P. zastanawiałam się wspólnie z Meg nad decyzją na tak lub nie. Trułam chyba strasznie, bo nie wytrzymała, powiedziała mi wtedy :" jeśli Ty jesteś na nie, to ja go przejmę!" Dała mi wtedy do myślenia.

Dygresja ( chyba się nigdy o tego nie uwolnię). Ponad 30 lat mi zeszło zanim nauczyłam się słuchać, a nie tylko słyszeć. Zastanawiać się nad uwagami innych ludzi, a przede wszystkim siostry i Mamy. Gdy poznałam P.Mama przeszła poważny zawał. Bałam się jej denerwować, tym że spotykam się z kimś, bo już wiedziałam i przyjęłam do wiadomości, że nie jest to dla niej obojętne, że jej zależy. I tutaj Meg wykonała kawał roboty, żeby ją przygotować na przyjęcie faktów. Oczywiście wcześniej Ann  ( siostrzenica - lat 11) chlapnęła, że " ciocia, to spotyka się z P.). Mama wyszła ze szpitala ( słaba i pewnie przestraszona, bo z podejrzeniem raka płuc). P. przyjechał do nas do domu. Poznał Mamę, zaczęli rozmawiać. Ja starałam się nie wtrącać. Kiedy wyszedł, ja pierwszy raz w życiu zapytałam Mamę o zdanie i ocenę mojego wyboru. Mama powiedziała, że dawno nie spotkała już tak miłego i fajnego człowieka. ( Nie spodziewałam się takiej opinii, a tu proszę jakie miła niespodzianka). Prosiła mnie tylko, żebym nie narobiła kolejny raz głupot. Obiecałam, że nie narobię i trzymam się tego. Po czym dała mi "błogosławieństwo" Konkluzja jest tylko jedna- warto słuchać, bo sami nie jesteśmy obiektywni w stosunku do siebie.


Przeszłyśmy razem z Meg długa drogę. Nie było czasami łatwo: ból, cierpienie, łzy, strach. Ci którzy wiedzą, to wiedzą, innych przepraszam, ale nie zamierzam uprawiać tutaj taniego emocjonalnego ekshibicjonizmu.
Nasze losy , jak na razie, tak się jakoś układają, że w pewnych częściach mamy zbieżność. Najważniejsze, że nie narzekamy ( nie mamy powodów- bo jeden zasadniczy powodów naszych nieszczęść znikł 20 lat temu).
Kiedyś, przy okazji jakiejś rozmowy Meg powiedziała, że zawsze starość możemy spędzić razem na bujanych fotelach robiąc wełniane swetry i skarpety, zwijając kolejne motki. Taka perspektywa nie przeraża mnie, przeciwnie.
I jeszcze jedno o mnie i Meg- osoby nie mające poczucia humoru lepiej niech nie czytają. Meg opowiadała mi kiedyś o jakiejś dziewczynie swojego znajomego. Mówiła, że nawet ładna, taka do życia, ale ma tak trochę szczękę wysuniętą do przodu. Ja skomentowałam, ze to przecież bez znaczenia, a poza tym nie każdy musi być idealny. Na co Meg:" masz rację, tylko my dwie jesteśmy idealne :)))"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz