Dziś (30. III) Meg- moja jedyna
siostra ( braci nie posiadam) kończy 36 lat. Mam nadzieję, że nie będzie
mi miała za złe, że o tym mówię, ale żeby nie było, za 2 miesiące z
hakiem ja skończę 35- żadna to tajemnica,ani problem.
Z
Meg byłyśmy praktycznie od zawsze razem. Ona tylko małą chwilkę była
sama. Jesteśmy prawie jak bliźniaczki. Wiem " prawie" robi wielką
różnicę i tak rzeczywiście jest. Fizycznie w ogóle nie jesteśmy do
siebie podobne. Ktoś, kto nie wie, pewnie nigdy by nie powiedział, że
jesteśmy siostrami. Oczywiście są pewne cechy, które nas łączą.
Pierwszą, zasadnicza, jest to, że jesteśmy kobietami,poza tym mamy
bardzo podobną barwę głosu ( nawet mama odbierając telefon się myli)i
obydwie chodzimy jak " kaczki". Meg wybacz- to obserwacja P., ale
przecież wiesz, że on Cię uwielbia :). Mamy również podobne poglądy,
lecz nie takie same. Wiele spraw postrzegamy w taki sam sposób. Kiedyś,
dawno temu, nie zwracałam uwagi, nie przyjmowałam jej uwag dotyczących
mojego życia. Szkoda, bo to ona miała rację, a ja myliłam się na całej
linii. Teraz słucham uważnie i wałkuje temat w swojej głowie po 2-3
razy.Gdy poznałam P. zastanawiałam się wspólnie z Meg nad decyzją na tak
lub nie. Trułam chyba strasznie, bo nie wytrzymała, powiedziała mi
wtedy :" jeśli Ty jesteś na nie, to ja go przejmę!" Dała mi wtedy do
myślenia.
Dygresja
( chyba się nigdy o tego nie uwolnię). Ponad 30 lat mi zeszło zanim
nauczyłam się słuchać, a nie tylko słyszeć. Zastanawiać się nad uwagami
innych ludzi, a przede wszystkim siostry i Mamy. Gdy poznałam P.Mama
przeszła poważny zawał. Bałam się jej denerwować, tym że spotykam się z
kimś, bo już wiedziałam i przyjęłam do wiadomości, że nie jest to dla
niej obojętne, że jej zależy. I tutaj Meg wykonała kawał roboty, żeby ją
przygotować na przyjęcie faktów. Oczywiście wcześniej Ann (
siostrzenica - lat 11) chlapnęła, że " ciocia, to spotyka się z P.).
Mama wyszła ze szpitala ( słaba i pewnie przestraszona, bo z
podejrzeniem raka płuc). P. przyjechał do nas do domu. Poznał Mamę,
zaczęli rozmawiać. Ja starałam się nie wtrącać. Kiedy wyszedł, ja
pierwszy raz w życiu zapytałam Mamę o zdanie i ocenę mojego wyboru. Mama
powiedziała, że dawno nie spotkała już tak miłego i fajnego człowieka. (
Nie spodziewałam się takiej opinii, a tu proszę jakie miła
niespodzianka). Prosiła mnie tylko, żebym nie narobiła kolejny raz
głupot. Obiecałam, że nie narobię i trzymam się tego. Po czym dała mi
"błogosławieństwo" Konkluzja jest tylko jedna- warto słuchać, bo sami
nie jesteśmy obiektywni w stosunku do siebie.
Przeszłyśmy
razem z Meg długa drogę. Nie było czasami łatwo: ból, cierpienie, łzy,
strach. Ci którzy wiedzą, to wiedzą, innych przepraszam, ale nie
zamierzam uprawiać tutaj taniego emocjonalnego ekshibicjonizmu.
Nasze
losy , jak na razie, tak się jakoś układają, że w pewnych częściach
mamy zbieżność. Najważniejsze, że nie narzekamy ( nie mamy powodów- bo
jeden zasadniczy powodów naszych nieszczęść znikł 20 lat temu).
Kiedyś,
przy okazji jakiejś rozmowy Meg powiedziała, że zawsze starość możemy
spędzić razem na bujanych fotelach robiąc wełniane swetry i skarpety,
zwijając kolejne motki. Taka perspektywa nie przeraża mnie, przeciwnie.
I
jeszcze jedno o mnie i Meg- osoby nie mające poczucia humoru lepiej
niech nie czytają. Meg opowiadała mi kiedyś o jakiejś dziewczynie
swojego znajomego. Mówiła, że nawet ładna, taka do życia, ale ma tak
trochę szczękę wysuniętą do przodu. Ja skomentowałam, ze to przecież bez
znaczenia, a poza tym nie każdy musi być idealny. Na co Meg:" masz
rację, tylko my dwie jesteśmy idealne :)))"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz