czwartek, 26 stycznia 2012

W jednej z odpowiedzi na komentarz Marka napisałam, że widzimy to, co chcemy zobaczyć, słyszymy to, co chcemy usłyszeć i oceniamy ludzi według własnej miary. Marek również postawił tezę, że rodzeństwo, które wychowało się osobno nie łączy bratnia bądź siostrzana więź. Mój post będzie poniekąd odpowiedzią na twierdzenia wyżej wymienionej osoby.
Nie wiem czy wszyscy czytający mają świadomość  tego, że wypowiadane do kogoś przez nas frazy mogą być zrozumiane niezgodnie z nasza intencją, mało tego otrzymując jakiś komunikat nasz mózg go we właściwy dla nas sposób interpretuje, dochodzi o tego przekaz niewerbalny, który trafia do nas najmocniej (aż ok. 70 %). Zakładam jednak, że osoby chcące poświęcić moim przemyśleniom swój czas, to wiedzą, gdyż nie chciałabym przynudzać psychologicznymi teoriami z tego zakresu ( jak zwykle zainteresowanych odsyłam do literatury).
Pomijając jednak to, wszyscy będący w związkach damsko- męskich ( w innych oczywiście też, co pominę, bo  poprawna politycznie nie jestem)zauważyli nieraz, że ich słowa nie zostały zrozumiane, albo przyniosły niezamierzony skutek. Takie typowe " ja o gruszkach, a on o karabinach". Kobiety mają w tym względzie wręcz niesamowity talent ( wiem, bo sama nią w końcu jestem). najczęściej ich umysł tworzy nadinterpretacje komunikatów i czasami to wystarczy, by wywołać piekło. Prosty przykład:
- Wiesz, chciałbym wyjechać z kolegami w  weekend w góry- mówi on.
- To szkoda. Myślałam, że spędzimy go razem. Musisz jechać?- pyta ona.
- Nie muszę, ale chciałbym- opowiada
- Tak, chcesz jechać, bo już mnie nie kochasz i wolisz czas spędzać z nim niż ze mną!!!
I oczywiście łzy, rozpacz i takie babskie sprawy.
- Ale ja nic takiego nie powiedziałem, nie mówiłem, że cie nie kocham- jeszcze on próbuje się bronić.
Dialog ten ( wybaczcie- konstruowałam na szybko)  jest całkowicie fikcyjny. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń przypadkowe. 
Wracając o poprzedniego wpisu i komentarza Marka, myślę, że gdybym miała taka sama percepcje świata i ludzi, jak żona mojej przyjaciółki brata, już dawno nie utrzymywałabym kontaktów z moją siostrą, a tym bardziej nie byłabym z P.
P. i Meg bowiem bardzo się lubią. Mało tego P. mówi, że ona mu się bardzo podoba. Bardzo często pyta czy Meg przyjedzie do nas, albo co u niej słychać. Odpowiadam zawsze zgodnie z prawdą, ale mówię, że numer telefonu ma i może zadzwonić. Czasami pisze P, do Meg smsy i nie widzę w tym nic niewłaściwego. Nieraz gdy przyjeżdża do nas, oglądamy razem filmy, P. wciska się w środek i przytula Meg i mnie. Jak się żegnają, to się ściskają i całują w policzka. Ostatnio Meg nawet powiedziała: P.: "Jesteś jednym mężczyzną, który mnie przytula". Już nawet nie wspomnę o innych tekstach P.
Ja nie widzę w tym nic złego, wiem, że to nie znaczy, co pewnie
99 % ludzi by się mogło wydawać ( zalecam zaprzestanie oglądania seriali brazylijskich, wenezuelskich i temu podobnych). Ja widzę w tym bardzo dobre relacje, które mnie cieszą, a poza tym posiadam elementarne poczucie humoru.
Pewnie też widzę i słyszę to, co chcę. Jestem przekonana jednak, że najbliższe mi osoby nie chciałby mojego cierpienia czy choćby niezadowolenia, tak ja bym nie chciała tego dla nich. Nie muszę więc ich ani kontrolować ani sprawdzać ich korespondencji ani być nieszczęśliwa z powodu ich bardzo dobrych relacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz