W jednej z odpowiedzi na komentarz
Marka napisałam, że widzimy to, co chcemy zobaczyć, słyszymy to, co
chcemy usłyszeć i oceniamy ludzi według własnej miary. Marek również
postawił tezę, że rodzeństwo, które wychowało się osobno nie łączy
bratnia bądź siostrzana więź. Mój post będzie poniekąd odpowiedzią na
twierdzenia wyżej wymienionej osoby.
Nie
wiem czy wszyscy czytający mają świadomość tego, że wypowiadane do
kogoś przez nas frazy mogą być zrozumiane niezgodnie z nasza intencją,
mało tego otrzymując jakiś komunikat nasz mózg go we właściwy dla nas
sposób interpretuje, dochodzi o tego przekaz niewerbalny, który trafia
do nas najmocniej (aż ok. 70 %). Zakładam jednak, że osoby chcące
poświęcić moim przemyśleniom swój czas, to wiedzą, gdyż nie chciałabym
przynudzać psychologicznymi teoriami z tego zakresu ( jak zwykle
zainteresowanych odsyłam do literatury).
Pomijając
jednak to, wszyscy będący w związkach damsko- męskich ( w innych
oczywiście też, co pominę, bo poprawna politycznie nie jestem)zauważyli
nieraz, że ich słowa nie zostały zrozumiane, albo przyniosły
niezamierzony skutek. Takie typowe " ja o gruszkach, a on o karabinach".
Kobiety mają w tym względzie wręcz niesamowity talent ( wiem, bo sama
nią w końcu jestem). najczęściej ich umysł tworzy nadinterpretacje
komunikatów i czasami to wystarczy, by wywołać piekło. Prosty przykład:
- Wiesz, chciałbym wyjechać z kolegami w weekend w góry- mówi on.
- To szkoda. Myślałam, że spędzimy go razem. Musisz jechać?- pyta ona.
- Nie muszę, ale chciałbym- opowiada
- Tak, chcesz jechać, bo już mnie nie kochasz i wolisz czas spędzać z nim niż ze mną!!!
I oczywiście łzy, rozpacz i takie babskie sprawy.
- Ale ja nic takiego nie powiedziałem, nie mówiłem, że cie nie kocham- jeszcze on próbuje się bronić.
Dialog
ten ( wybaczcie- konstruowałam na szybko) jest całkowicie fikcyjny.
Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń przypadkowe.
Wracając
o poprzedniego wpisu i komentarza Marka, myślę, że gdybym miała taka
sama percepcje świata i ludzi, jak żona mojej przyjaciółki brata, już
dawno nie utrzymywałabym kontaktów z moją siostrą, a tym bardziej nie
byłabym z P.
P.
i Meg bowiem bardzo się lubią. Mało tego P. mówi, że ona mu się bardzo
podoba. Bardzo często pyta czy Meg przyjedzie do nas, albo co u niej
słychać. Odpowiadam zawsze zgodnie z prawdą, ale mówię, że numer
telefonu ma i może zadzwonić. Czasami pisze P, do Meg smsy i nie widzę w
tym nic niewłaściwego. Nieraz gdy przyjeżdża do nas, oglądamy razem
filmy, P. wciska się w środek i przytula Meg i mnie. Jak się żegnają, to
się ściskają i całują w policzka. Ostatnio Meg nawet powiedziała: P.:
"Jesteś jednym mężczyzną, który mnie przytula". Już nawet nie wspomnę o
innych tekstach P.
Ja nie widzę w tym nic złego, wiem, że to nie znaczy, co pewnie
99
% ludzi by się mogło wydawać ( zalecam zaprzestanie oglądania seriali
brazylijskich, wenezuelskich i temu podobnych). Ja widzę w tym bardzo
dobre relacje, które mnie cieszą, a poza tym posiadam elementarne
poczucie humoru.
Pewnie
też widzę i słyszę to, co chcę. Jestem przekonana jednak, że najbliższe
mi osoby nie chciałby mojego cierpienia czy choćby niezadowolenia, tak
ja bym nie chciała tego dla nich. Nie muszę więc ich ani kontrolować ani
sprawdzać ich korespondencji ani być nieszczęśliwa z powodu ich bardzo
dobrych relacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz