czwartek, 26 stycznia 2012
Na początek o sobie. Nie biegam co niedzielę do kościoła. Bardziej określam siebie jako chrześcijankę niż katoliczkę, bo generalnie męczą mnie katolickie dekoracje i są mi bardzo dalekie. Uważam, że momentami to co głosi KK, nie ma nic wspólnego z nauką Chrystusa. Denerwują mnie księża, którzy wypowiadają radykalne opinie, a sami cóż, idą w zupełnie inna stronę. I chcę od razu powiedzieć, że nie wrzucam wszystkich do jednego worka, bo było by to bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące. Osobiście boję się tych, którzy kreują się na świętych. Zastanawiam się wtedy, co też takiego za tą fasadą może się ukrywać???
Ostatnio mój kolega- ksiądz w moich oczach zyskał wiele szacunku. Popełnij błąd,( nie będę pisała jaki, bo może niektórzy nie wiedzą, a nie chciałabym rozgłaszać)ale przyznał się do winny i podał karze, jak każdy obywatel tego państwa. Dobrze to świadczy o nim. W moich oczach nie stracił nic, bo jak każdy człowiek ma prawo popełniać błędy, lecz nie zwalnia go to z odpowiedzialności. Oczywiście jego przyznanie się mówi o dużej odwadze. Niektórzy z jego kręgu zawodowego niestety tak nie potrafią. Choćby biskup Petz, który co robił, każdy wie, jednak nie przeszkadza mu to chodzić w purpurze. Albo stanowisko biskupów, co o obecności krzyża na Krakowskim Przedmieściu po katastrofie w Smoleńsku w tonie :" to nie jest nasza sprawa". To ja się pytam, co jeśli nie obrona krzyża jest ich sprawą? Co jeśli nie świętość i sens chrześcijaństwa jest dla nich ważne?
Trudno się zatem dziwić, że skoro KK ma takich liderów jak wspomniany biskup czy ojciec dyrektor,albo takie kwiatki http://http://www.youtube.com/watch?v=akNs5JOhPVU&feature=related , lub przykład z własnego powtórka - księdza Andrzeja P.,to i wierni momentami nie bardzo.
To że w Wielką Sobotę idą do kościoła poświęcić pokarm wszyscy, to łatwo zaobserwować. A ja znowu pytam po co, skoro to nie kwestia wiary, tylko zwyczaj? Skoro się idzie na procesję Bożego Ciała i za krzakami w trakcie nabożeństwa pali się papierosy, to znów zapytam po co? Po co biegać o kościoła i udawać, że żyje się według pewnych zasad, a potem idzie się do sklepu i przykleja na butach kody, żeby zapłacić taniej, albo z jednej strony głosić fundamentalne przekonania, co do zła aborcji czy zapłonienia in-vitro, a z drugiej stosować antykoncepcję hormonalną? - w rozumieniu KK na jedno wychodzi.Bądź też zostając przy krzyżu, kiedy politycy różnych opcji opowiadają się za zdjęciem krzyży ze ścian szkół czy instytucji państwowych, to wtedy jest zamach na wolność religijną, ale jak po 10 kwietnia ludzie z obydwóch stron poniewierają tą świętością, to KK to nie obchodzi, bo w końcu jak pisałam wyżej to nie ich sprawa. Zresztą kiedyś przeczytałam takie oto zadanie, z którym zgadzam się w 100%:
"Krzyże od wieków pchane były przed pogrzebami, ślubami, armiami i piekłem na ziemi, w imię... no właśnie, każdy używa i używał świętości do swoich celów, zasłaniając nimi okrucieństwo jakie popełniał, najczęściej (mimo ideologii dorabianych do sytuacji) 'w swoje imię".
Moje wykształcenie nie pozwala mi jednak zostawić tego tekstu tak tendencyjnego. KK to w końcu znaczna grupa ludzi i jak w każdej tego typu społeczności znajdują się jednostki patologiczne, ale również i tacy, którzy pojmują istotę swojej wiary i nie twierdza, że najważniejszym świętem dla chrześcijan jest Boże Narodzenie. Jest wielu księży, którzy z narażeniem życia i zdrowia służą innym, pochylając się nad słabymi , wykluczonymi i chorymi.
Ostatnio nawet zgodziłam się z opinią proboszcza, który mówił, że przyszli do niego narzeczeni i chcieli przystąpić do sakramentu małżeństwa, a on ich zapytał , ile jest Bożych przykazań- ich odpowiedź- 20, więc poprosił o wymienienie tych 20 przykazań, to mu powiedziano, że znają tylko 3. Więc po co?. Nie rozumiem też , dlaczego wszystkie dzieci muszą iść do komunii? Al biegał co niedzielę na Mszę, bo trzeba było wkleić obrazek do zeszytu i postawić krzyżyk na liście obecności w kościele. Po Komunii okazało się, że nie trzeba tam chodzić wcale. Przykre jest to, że teraz nikt mu o tym nie przypomina.
Przykłady te potwierdza badania socjologiczne, które wskazują na fakt, ze polska religijność na w znacznym stopniu charakter tradycjonalny związany bardziej z ludnościową niż z wiedzą na temat Boga. Traktujemy religię na poważnie o momentu, kiedy osiągniemy swój doczesny cel.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz