Ostatnio możemy sobie poczytać, lub
posłuchać o bardzo złych wynikach tegorocznych matur. Politycy ,jak
zawsze zresztą, będą się spotykać na szczeblu ministerialnym i
pierniczyć od rzeczy, co jak zwykle nie będzie niosło za sobą ani
konstruktywnych wniosków, a tym bardziej działania. I wszystko zostanie
tak jak było.
Ja wiem dlaczego jest. Myślę zresztą , że nie tylko ja. Pracowałam w szkole średniej, więc pokuszę się o pewne porównania.
Osoby
starsze ode mnie, rówieśnicy i te nieco młodsze dobrze wiedzą, że, aby
po skończonej podstawówce iść do liceum czy dobrego technikum, nie można
było mieć na świadectwie żadnej oceny dostatecznej ( skala ocen 1- 5).
Nikt by im takiego świadectwa nie przyjął, mało tego jakby się nawet
odważył, to zapewne od razu by takiemu osobnikowi powiedziano, że jego
miejsce, jest w szkole zawodowej, a dodatkowo musiałby się liczyć z tym,
że zostanie wyśmiany. A dzisiaj mamy taką oto sytuację, że przychodzi
delikwent, ma na świadectwie od góry do dołu oceny dopuszczające (
skala 1-6)i zostaje przyjęty do liceum. Kiedyś by po prostu nie zdał do
następnej klasy, a dziś jest poważnym kandydatem do otrzymania
świadectwa dojrzałości. Nie wiem tylko po co późnej stękanie, że
uczniowie źle maturę napisali. Mnie osobiście śmiech ogarnia. Jest
jeszcze inny, tzn społeczny aspekt takiego stanu rzeczy. Oszukuje się
tych nieświadomych młodych ludzi, rozbudza się w nich niepotrzebnie
jakieś nadzieje, pomijając już fakt, że oni marnują tam swój czas, nic
nie wyniosą z takiego liceum. Potem mają pretensje do nauczycieli i
uważam, że słusznie. Przecież osoba, która nie jest zdolna, lub
zwyczajnie jej się nie chce uczuć, mogła by sobie spokojnie skończyć
zawodówkę i iść do pracy, ale nie system przewiduje, że wszyscy muszą
mieć maturę. Gdy zaczęłam pracę w szkole i stanęłam po drugiej stronie
barykady, to obudziłam się w innej rzeczywistości.Był to ostatni rok, w
którym uczniowie zawali tzw. starą maturę, więc nauczyciele ze szkoły
sprawdzali. Na zebraniu dowiedziałam się od pana dyrektora, że " mamy
sobie wybić z głowy to, że ktoś nie zda". Otworzyły mi się oczy ze
zdziwienia i szczeka opadła. Dodatkowo moim zadaniem było napisanie tzw.
recenzji do pracy. Wyglądało to tak, że tworzyłam momentami
nadinterpretacje i pisałam o tym, czego faktycznie nie było.Po takich
eksperymentach okazało się nagle, że wszyscy maja maturę i nic poza tym.
Na rynku pracy brakuje ślusarzy, tokarzy itd, bo ktoś się uparł, żeby
taki osobnik skończył szkołę średnią.
Rzeczywistość
jest smutna. Zdarza się i nie jest to odosobniony przypadek, że
uczniowie po gimnazjum nie potrafią płynnie czytać. Starszym też się
zdarza. Uczyłam w wieczorówce. Poprosiłam w trakcie lekcji, aby uczeń
przeczytał jakiś tekst, a on składał litery, czytał sylabami. Byłam
załamana, zwróciłam uwagę na brak elementarnych umiejętności, nazwałam
nawet zjawisko po imieniu- analfabetyzm, to usłyszałam:" to niech mnie
pani nauczy". Takiej bezczelności w swoim kierunku dawno nie słyszałam.
Wytłumaczyłam,że za to, to już ktoś wziął pieniądze i może z pretensjami
do nauczycieli w podstawówce. Najgorsze jednak było to, że oni na mnie
patrzyli, jak na kosmitkę. Uważali, że mam jakieś wygórowane wymagania,
bo oczekuje, że oni nauczą się czytać. Nie rozumieli, że nie da się bez
podstawowych umiejętności funkcjonować w świecie.
Na
koniec kilka słów o tzw. nowej maturze. Uczestniczyłam w takich
egzaminach, siedziałam sobie w komisji i słuchałam, co po 3 latach
pobytu w liceum abiturienci mają o powiedzenia na temat literatury. Żeby
oddać sprawiedliwość kilka razy otworzyłam usta ze zdziwienia, bo byli
naprawdę bardzo dobrzy. Niestety to były wyjątki.
Ale
od początku. Gdy dowiedziałam się, że na maturze ustnej z polskiego
będę egzaminatorem i uczniowie dostarczyli plany pracy, spotkałam się z
koleżanką, która ich uczyła, w celu ustalenia pytań. Ja nie znałam ich i
nie wiedziałam jaki poziom reprezentują sobą. Uzgodniłyśmy wszystko i
czekałyśmy na ten wielki dzień. I niestety nastąpił taki moment, że o
mało co nie dostałam zawału. Wszedł chłopak, temat miał prosty, miał
mówić o kulturze sarmackiej. Zaczął swoją prezentację, powiedział 3
zdania i zamilkł. Po dłuższej chwili pytam, czy ma jeszcze coś do
dodatnia. Otrzymałam odpowiedź na tak, wiec czekam cierpliwie. Minęło 5
minut, w czasie których nie zadziało się nic, tylko przerażająca cisza
krążyła w powietrzu i zagęszczała atmosferę. Ponowiłam swoje pytanie.
Odpowiedział, że skończył. Wiec zaczęłam zadawać pytania. Powinnam zadać
ich 3, zadałam chyba 7, ale na żadne nie otrzymałam słowa odpowiedzi.
Mówię w końcu:
- W wykazie lektur zamieściłeś utwór " Powrót posła". To powiedz może skąd ten poseł wracał?"
Milczenie. Ja czuje , ze gardło mi się zwęża i nie mogę oddychać. Z histerią w głosie pytam :
- Skoro był posłem, to skąd mógł wracać?
- Z sejmu- opowiedział.
O myślę sobie jest jakaś nadzieja, więc kontynuuję:
- A może wiesz, co to był za sejm?
W tym momencie nadzieja zgasła, gdy zobaczyłam tępotę w jego oczach, ale nic -brnę dalej:
- Podpowiem Ci, że obrady tego sejmu trwały bardzo długo i zakończyły się podpisaniem bardzo ważnego dokumentu.
Nic- cisza. Mówię dalej:
- Nie dawno nawet było święto i wolny dzień.
Teraz modlę się, żeby nie powiedział,że chodzi o 1 maja.
Zastanawia się, widzę jak jego 2 szare komórki próbują się spotkać, ale on nie daje im szans. w końcu opowiada:
- Nie wiem.
Tutaj zakończył swój egzamin. Żeby nie było wątpliwości otrzymał ocenę niedostateczną.
Reasumując podam tylko definicje głupoty, a wnioski każdy sobie sam wyciągnie.
GŁUPOTA- to robienie cały czas tego samego i oczekiwanie, że coś się zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz