Dzisiaj jest właśnie jeden z takich dni, wszystko idzie nie swoim przewidzianym torem.
Rano, będąc jeszcze mało przytomna, umyłam zęby szczoteczką P. Generalnie pomyślałam OJ SHIT! Z drugiej jednak strony, zawsze to jakiś sposób na uodpornienie systemu immunologicznego, jestem pewna, że ani nie zachoruje ani nie umrę.
Następnie przystąpiłam do sprzątania balkonu, bo gołębie, mówiąc cywilizowanym językiem, załatwiają non stop swoje fizjologiczne potrzeby. Zdrapałam wszystko szpachelką, zamiotłam, polałam cudownym płynem, aby się nie zamęczyć przy myciu i oczywiście zaczęło padać. No tak- pomyślałam, zawsze to trochę wody z kranu mniej, lepiej odmoknie, będzie łatwiej, nie ma o co się wkurzać, przyroda pomaga mi jak tylko potrafi.
W ciągu dalszych 15 minut okazało się, że nie ma wody. Więc moje plany porządkowe schodzą na plan dalszy. I bardzo dobrze, nie muszę tego robić w myśl zasady, że " zanim stęchnie, to długo jeszcze" i
" co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał 2 dni wolnego". Sytuacja luksusowa. Stękanie nie ma racji bytu. Zajęłam się więc swoim ciałem, by na plaży w sierpniu wyglądać co najmniej bosko. Nasmarowałam się serum antycellulitowym, balsamem z kofeiną, co by nie było jak w kultowym już dowcipie- " O! Ku....a jak wstyd przed Józkiem ".
Poszłam po zakupy- na szczęście było wszystko ,co to chciałam, zrobiłam sobie śniadanie, wypiłam następną kawę.Sprawdziłam krany- ciepła woda była, więc mogłam kontynuować czyszczenie lokalu. Co prawda zmywarka pęka w szwach, z kosza wysypują się brudne ubrania ( upchnęłam je, żeby nie oglądać), ale coś zrobić można. Wyczyściłam pralkę, ogarnęłam szafki w kuchni i oczywiście zakręcili również ciepłą wodę. Zostanę bez obiadu dzisiaj. I bardzo fajnie: odejdzie stanie przy garnkach, zmywanie i będę szczuplejsza- organizm spali naddatki tłuszczu. Same dobre strony.
Właśnie spojrzałam na balkon- już jednemu gołębiowi udało się narobić na kafelki ( głupie ptaszyska). Nerwy nadal wyłączone, bo w końcu muszę coś robić na długim urlopie, co by się nie zanudzić.
Jeszcze odkurzę mieszkanie, jeśli nie wyłączą prądu, jak kilka dni temu, kiedy to nastąpił totalny kataklizm- nic nie działało- wodę też wyłączyli- włącznie z winą , a ja właśnie wtedy wymyśliłam sobie wyjście na rolki. Stwierdziłam, że to mnie nie zatrzyma i zejdę w tych rolkach z 10 piętra, ale już na 8 okazało się, że odkręciło się kółko od rolki, wiec musiałam wrócić. Założyłam tenisówki, zbiegłam po schodach i zamiarem joggingu. Przebiegłam trochę i co- musiałam wrócić, bo zaczęło lać- chociaż się nie spociłam zbytnio
Chyba właśnie nastąpił jakiś progres w walce ze skutkami awarii, bo udało mi się umyć włosy i nałapać ciepłej wody o garnków i misek. Przystąpię zatem do planowanej działalności, zanim znowu materia się zbuntuje.
Co odpoczęłam , to odpoczęłam. Napisałam post, możecie sobie poczytać w wolnej chwili, a ja, jeśli sytuacja się powtórzy, zakładam rolki i oddaje się przyjemności jeżdżenia.
I jak tu nie patrzeć na świat i życie przez różowe okulary!!!!
--------------------------------------------------------------------
Dzień na prawdę był bardzo udany. Mimo wielu przeciwności i złośliwości przedmiotów martwych udało się wykonać plan w 100%, a nawet gdyby tak nie było, to przecież nikt nie umrze z tego powodu.
Jazda na rolkach mi się dzisiaj bardzo udała. Jeździłam jak szalona słuchając swoich ulubionych piosenek i mnie poniosło trochę. Chwila dekoncentracji i leżałam na betonie. Kolano tylko zachrobotało. Trochę boli noga, ale daje radę. Muszę kilka dni przystopować. Dobrze że coś dzisiaj zrobiłam, bo teraz mam bardzo dobrą wymówkę, żeby palcem nie kiwnąć
Kocham takie dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz