czwartek, 26 stycznia 2012

Evę poznałam na pierwszym roku studiów. Nie pamiętam ( skończyłam te studia chyba już wiek temu) czy byłyśmy w jednej grupie czy nie. Był koniec pierwszego roku i kłopoty studentów, z panią od gramatyki opisowej. Halinka ( tak miała na imię) szalała na całej linii.75% roku miało problem z zaliczeniem, miedzy innymi ja i Eva. Otóż Halina miała tzw " hallo" pod tytułem fonetyka, a w zasadzie - pismo fonetyczne. Jej ulubioną torturą dla studentów było przepisywanie , właśnie pismem fonetycznym,  " Pana Tadeusza". Ja nawet Haliny pasje rozumiem. Podobno 7 razy ( taka chodziła plotka na wydziale) podchodziła do doktoratu i jakoś się nie udało, ot taka niespełniona miłość. Poświęcam tyle czasu Halinie, bo gdyby nie ona i gdyby nie jej szaleństwo, to być może nigdy nie nawiązałabym z Evą znajomości. Po raz kolejny, nasza ulubiona pani magister, ogłosiła, ze niestety jesteśmy wybitnymi, niereformowalnymi durniami i nie zaliczyliśmy. Ogłosiła również, że w ramach jej wspaniałomyślności i tolerancji naszego upośledzenia ( na które składa się wiele czynników) ona da nam jeszcze jedną szanse- będziemy pisać tzw. zaliczenie poprawkowe. Mnie ogarnęła po trochu apatia i zniechęcenie. Eva płakała z wściekłości. Podeszłam do niej i zaczęłam ją pocieszać. Nagle uruchomił się we mnie głos zdrowego rozsądku. " Przecież Halina nie może oblać 3/4 roku", bo by ją  rektor z dziekanem na spółkę zlinczowali. Okazało się jednak, że Eva jest w zupełnie innej sytuacji niż ja i reszta. Jej zależało za zaliczeniu i to dobrym zaliczeniu o 100 razy bardziej niż reszcie. Nie miała statusu studenta, tylko wolnego słuchacza, więc siłą rzeczy nikt nie miałby skrupułów, żeby ja skreślić pierwszą, a jej celem było zupełnie coś innego. Eva uspokoiła się nieco, a Halina po tygodniowym trzymaniu nas w niepewności i dalszego czytania naszych idiotyzmów hehe uległa w końcu. Oczywiście nawtykała nam, ale my mieliśmy to głęboko w d...., grunt ,że nasmarowała nam w indeksach 3= ( każdy wiedział i miał te 2 minusy w głębokim poważaniu, bo przy średniej i tak musieli wpisać całe 3 hehe  ). Oj Halina dałaś popalić, minął już chyba wiek, a ja dalej o tym pamiętam!!! Zostawiłaś po sobie niezapomniane wspomnienia, ujmując w jednym zdaniu.
Na szczęście pierwszy rok dobiegł końca i w październiku wszyscy odliczyliśmy się, a Eva była już studentką tak samo jak reszta. I okazało się, że jest jedną z najlepszych i do tego najfajniejszych i żeby tego było mało zdolną i utalentowaną. W tym miejscu znowu pozwolę sobie na mała dygresje. Kiedyś przyjechał do nas kolega P. Rob. Zaprosiłam Evę, siedzieliśmy i rozmawialiśmy. A że skończyłyśmy zupełnie beznadziejny kierunek z ekonomicznego punktu widzenia , wiec Rob zapytał, dlaczego właśnie takie studia wybrałyśmy. Ja powiedziałam, że dlatego, bo na bardziej " przyszłościowych" trzeba było zdawać matematykę, a ja bym przez to nie przeszła. Eva natomiast, jak sama powiedziała,  z pasji. I tą pasję rzeczywiście było widać.Tą pasję i talent zapewne zauważył jeden z naszych wykładowców dr Jarosław F., który wcale nie krył swojego zachwytu do Evy. Tylko z nią chyba mógł na poziomie porozmawiać o "Anhellim" Słowackiego ( ja z tego dzieła pamiętam tylko, że jakiś koleś w białych łachmanach włóczył się po jakimś lesie - jaki wstyd rumieniec ).
Minęło 5 lat. Każdy z nas poszedł swoja drogą. Nie wiem co stało się z Evą. Ja miałam do skończenia jeszcze jedne studia. Później dowiedziałam się, że i ona dalej chciała się uczyć ( doktorat). Opowiadała mi później, że jak przygotowała z dr Jarosławem F. plan swojej pracy doktorskiej i przedstawiła profesorowi na UŚ, to jej powiedział, że to nie na doktorat, ale co najmniej na habilitację.
Spotkałam Evę po kilku latach zupełnie przypadkowo. Wymieniłyśmy jakieś oględne informacje o sobie i na tym się skończyło. Dowiedziałam się wtedy, że Eva pracuje w szkole i  pisze teksty do gazety.
Minęło znowu przynajmniej 5 lat, kiedy znowu ( jak zwykle przypadkowo) przeznaczenie  postawiło nas twarzą w twarz. Okazało się, że mieszkamy bardzo blisko siebie. Tym razem wymieniłyśmy numery telefonów. Potem umówiłyśmy się na spotkanie.
Eva opowiedziała mi o swoi niełatwym życiu, ale nie tak od razu- zdecydowanie ma introwertyczną osobowość. I jeszcze wplątała się w całkiem niesamowita historię i ponosi jej konsekwencje ( jak powiedziała mi wczoraj- " zrobiłam to, bo chciałam ,żeby nikt nie cierpiał").Muszę w niej zaszczepić choć odrobinę egocentryzmu!!!
Ale pewnie zastanawiacie się po co ja właściwie  o NIEJ piszę?
Piszę, bo jestem dumna z tego, że mam taka koleżankę. Eva napisała i wydała 4 książki ( No i co Halina ?! ).Nota bene mojego grafomaństwa nikt by nie wydał. Jest poza tym osoba na prawdę zjawiskową. Wystarczy zamienić z nią kilka zdań, a już wiadomo, że Eva jakoś nie bardzo pasuje do rzeczywistości. Zawsze gdy z nią rozmawiam, wydaje mi się, że ta rzeczywistość nie dorasta jej do pięt. Ostatnio P. stwierdził, że taka osoba jak Eva ,to pewnie by nie chciała być z kimś takim jak on ( właśnie- zastanawiające co on myśli w takim razie o mnie? lepiej nie pytać, bo można różne , nieoczekiwane rzeczy usłyszeć, ale o tym innym razem). Mówi P dalej: " ona to chyba dużo książek przeczytała, a człowiek ( czyli P.) może dwie w życiu( tu oczywiście trochę przesadził). I tak P.  w zasadzie sam ze sobą rozmawiał przy kolacji. ( Właściwie to ja przeczytałam też więcej niż 2- ale nie nie -lepiej nie być dociekliwym hehe  hehe ).
Nie często spotyka się na swojej drodze takie osoby jak Eva. Ciesze się, że WIELKI zechciał postawić Ją na mojej drodze.

PS.  Eva będzie pojawiać się na bieżąco w moim blogu. CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz