czwartek, 26 stycznia 2012

Był ciepły słoneczny dzień. Sam środek lata 2009 roku. Wiedziałam, że za chwilę łatwo nie będzie. Oczekiwałam permanentnej inwigilacji i wcale się nie pomyliłam. Co prawda byłam przygotowana na przełamanie pierwszych lodów, ale obawy były duże. P. przyjechał po mnie. Wsiadłam do samochodu. Powiedziałam- " cześć, jestem Dorota. Wyciągnęłam rękę do Ala i Phila, ale nic z tego- nie odwzajemnili gestu. Szkoda- bo najlepiej łamie się bariery poprzez dotyk. Jechaliśmy do parku,oni nie odzywali się nawet słowem, zresztą my też nie. ( P. chyba był bardziej sparaliżowany niż ja).
Poszli się bawić, natomiast my usiedliśmy na ławce i nieudolnie odrywaliśmy role znajomych, których nic nie łączy. Phil mimo zabawy obserwował mnie non stop, Al z kolei totalnie mnie zignorował. Czułam się jak powietrze, jakbym miała na sobie czapkę niewitkę. Gdy tylko P. próbował ze mną rozmawiać, czy ukrytkiem dotknąć mojej reki- oni, niby zajęci swoimi sprawami- w momencie podbiegali, siadali mu na kolanach, odwróceni do mnie plecami.
W pewnym momencie Phil wyraził ochotę zabawy ze mną. Pomyślałam - " jeden się przemógł, nie jest źle". Ale nawet nie wyobrażacie sobie ,jak się zdziwiłam za chwilę, bo rzucił we mnie kamieniem. Chryste Panie- totalna porażka, ale od czegoś trzeba zacząć. Uznałam wtedy, że należy sprawę postawić jasno. Zakomunikowałam mu, że nie podoba mi się jego zachowanie, ze mógł mi zrobić krzywdę, ze bolało mnie i nie chcę, żeby tak robił. Phil obraził się oczywiście, odąsał  i wskoczył na kolana P. Oczywiście musiał mnie przeprosić, co trwało następną godzinę. Ja czekałam cierpliwie, on kombinował, ale w końcu przeprosił i wtedy po raz pierwszy podaliśmy sobie ręce. P. odwiózł mnie do domu. Ja z torebki wyciągnęłam 2 czekolady i podziękowałam im za miłe popołudnie. Uśmiechnęli się tylko, ale bez entuzjazmu.
Rozumiałam doskonale zachowanie Phila, w końcu załam już część ich historii. Był zazdrosny o tatę ( Al zresztą też, tylko wyrażał to inaczej). Oni po prostu nie chcieli, abym zabrała im P. , zwłaszcza ,że mieli już w międzyczasie przynajmniej 2 wujków, którzy zabrali im mamę, a na horyzoncie pojawił się trzeci. Strata byłaby zbyt bolesna, za wszelka cenę chcieli mnie wystraszyć.Niestety nie udało się, co wynika z faktu, że zbyt bojaźliwa nie jestem i nie tak ławo mnie zniechęcić. Wiedziałam, że sytuacja ta wymaga czasu i delikatności w każdym względzie, że oni muszą sobie wszystko poukładać w głowach, zbyt małych głowach.
I tak mijały kolejne tygodnie. Raz było lepiej, raz gorzej, ale generalnie in plus. Wspólnie spędzaliśmy czas, wyjeżdżaliśmy , potem zaczęliśmy się bawić, rozmawiać. Przełom nastąpił, gdy sami pewnego dnia spytali P, czy z nimi pojadę. P. zadał następne pytanie, czy chcą i odpowiedzieli, że tak. Mówił mi potem P., że się cieszyli. Uznałam, ze moja strategia była dobra i kontynuowałam ją, byłam sobą, nie narzucałam się, a przede wszystkim nie pozwoliłam im odczuć, że moja obecność wiąże się ze stratą. Stwierdziliśmy z P., że można kontynuować dalsza drogę i pchnąć sprawy do przodu. Należało bowiem zakomunikować chłopcom, że mieszkamy razem.Poszło gładko. Z biegiem czasu elementy układanki zaczęły do siebie pasować. Phil chciał ze mną chodzić za rękę, bawić się, natomiast dla Ala nadal istniał tylko tata. Aż pewnego dnia Al ogłosił, ze Phil powiedział mamie, ze mnie nie lubi. I znowu zrobiłam przysłowiowego karpia, bo niby dlaczego? Spytałam go- ale nie odpowiedział. Powiedziałam mu, że ma prawo do takich uczuć, że może mnie nie lubić, choć jest mi przykro, za to ja go lubię bardzo. Zrobiło mu się strasznie głupio, konsternację miał wymalowaną na twarzy.I nagle coś w nim pękło. zaczął lgnąć do mnie i faworyzować.
Pewnego zimowego dnia chłopcy przyszli z wiadomością, że będą mieli brata, stwierdziliśmy z P., że super, nic tylko się cieszyć. Drżałam o nich, żeby nie zostali odepchnięci, żeby nadal mieli poczucie, ze są ważni, żeby nie było to dla nich przykre doświadczenie, bo i tak już wiele przeszli jak na swoje krótkie życie. Niestety mój czarny scenariusz się sprawdził.
Euforia z narodzin brata minęła im po 2 miesiącach. Phil zaczął krzykiem  i agresją zwracać na siebie uwagę, Al coraz bardziej zamykał się w sobie.
Pewnego wieczoru zrobiliśmy w sypialni kino- takie z colą i popcornem. Zalegliśmy wygodnie na łóżku i oglądamy. Phil przytulił się do mnie. Tylko Al siedział oparty o ścianę i patrzył na mnie. Wyciągnęłam do niego rękę i powiedziałam, że drugi bok jest wolny. I wtedy pierwszy raz Al się do mnie przytulił, ja natomiast objęłam bez słów jego głowę i go pocałowałam. Bo po co mówić, kiedy nie trzeba. Od tego momentu zawsze mam zajęte dwa kolana, zawsze mam zajęte dwie ręce. Ostatnio mieliśmy spędzić noc u rodziców P. Chłopcy w samochodzie spytali, z kim będę spać? Odpowiedziałam żartem,  że nie wiem, ale chyba z dziadkiem. Na co Phil :- nie, ty możesz spać tylko z nami :). Nawet nie odważyłam się zapytać, czy z tatą jeszcze mogę  hehe
Nasze relacje na chwilę popsuły się w Wigilię. Zawiodłam Ala na całej linii. P. zawoził mnie do Meg. Al w pewnym momencie zapytał, a gdzie my jedziemy? Opowiedziałam. I wtedy głośno wyraził swoje rozczarowanie słowami: " to po co zmarnowaliśmy tyle czasu!?" Zrobiło mi się totalnie przykro, P. też. P. zwrócił uwagę Alowi. Ja opamiętałam się dopiero po chwili. Słowa Ala były dla mnie gorsze, niż ten kamień rzucony we mnie przez Phila. Nie pożegnali się ze mną, nie chcieli dać całusa, rzucili tylko krótkie cześć.
Rano następnego dnia P. przyjechał po mnie. Pojechałam z nim do dziadków ( P. z chłopcami byli tam na Wigilii). Zaczęli pokazywać mi prezenty. Usiadłam na dywanie, żeby pooglądać i nie mogłam , bo obydwaj uczepili się mojej szyi. Przytulali się chyba 20 minut. I znowu nic nie mówiliśmy, bo po co, skoro wszystko było jasne. Stan taki trwa nadal, chodzą za mną, włażą mi na kolana, rywalizują miedzy sobą o moje względy, a ja się rozdwajam. Ostatnio zupełnie bez przyczyny Al podszedł do mnie objął mnie za szyję, przytulił się i powiedział: " Moja Dorotko". Zasypiam z małymi rączkami Phila na mojej twarzy, budzą mnie rano te same rączki i buziaki i uściski Ala.
Wiem, że zyskałam, ale przykro mi, ze oni stracili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz