Przyszły
dwie kobiety z dziećmi. Jedno z nich może miało 2lata. Rozłożyły się z
plażowymi gadżetami i mama małej dziewczynki bardzo chciała napić się
piwa, ale że chłopak sprzedawał trunek za 7 zł puszka, więc
zrezygnowała.
I zaczęła się akcja, w zasadzie nie wiem nawet o co.
Zaczęła krzyczeć na małą, szarpać ją, popchnęła ją na koc, potem rzuciła
jej z całej siły jakimś ubraniem w twarz. Więc mówię do niej-Co pani
wyprawia? Spojrzała na mnie. P. od razu na mnie: " Nie wtrącaj się".
Powiedziałam, że" będę się wtrącać, bo najlepiej jest nie widzieć i nie
słyszeć, a potem skatowane dzieci trafią do szpitali, albo już nikt im
nie może pomóc. Wtedy dopiero wszyscy zadają pytania, gdzie byli inni
ludzie, jak działo się coś złego, ale jak widzą przemoc wobec dziecka,
to biorą tabletkę znieczulającą". Słysząc moje komentarze trochę się
wyciszyła,dziecko też się uspokoiło. Nie obyło się oczywiście bez
obietnicy skierowanej do dziecka, że nigdzie nie pójdzie, do żadnego
basenu.Moje przewidywana się spełniły. Wzięła ją na zjeżdżalnie i cyrk
zaczął się od nowa. Dziewczynka widząc brak konsekwencji, znowu nie
chciała słuchać, uciekała, sama próbowała wchodzić po barierce do basenu
przy zjeżdżali. Ta latała i darła się znowu jak nienormalna. Podnosiła
ją z tego pisku, to znowu się kładła i ryczała i tak w koło. W końcu
mamuśka zjechała raz i wróciła na koc z dzieckiem.
Jak się okazało
wkrótce dziewczynce po prostu chciało się spać. A mamusia chlapnęła od
razu bawarka,zapaliła 2 papierosy jeden po drugim i też sobie siała
spokojnie.
Generalnie wyjazd urlopowy został zaliczony na plus.
P.stwierdził, że można uznać, że był udany, bo pogodę mieliśmy dobrą,
poza tym psychicznie go wykończyłam. I nawzajem.
Już
na 2 tygodnie przed wyjazdem zastanawiałam się, jak uda nam się
przetrwać 24h/7. Biorąc pod uwagę, że średnia dzienna kłótni wyniosła 2 i
nie pozabijaliśmy się i tak było nieźle.
Wróciliśmy
wczoraj o 21. Jechaliśmy cały dzień z przerwani na obiad, zwiedzanie
zamku krzyżackiego w Gniewie, kolację w pizzerii w Łęczycy.
Dzisiaj
wstałam pierwsza. Rozpakowałam walizki, wrzuciłam pranie najpierw
jedno, potem drugie. Ogarnęłam dzieci mniej więcej i pobiegłam po
zakupy. Potem wzięłam się za sprzątanie domu i balkonu, na którym
gołębie zrobiły sobie toaletę. Zrobiłam obiad, odkurzyłam i mi się
generalnie odechciało. Poszłam na rolki, ale moja kondycja spadła do
zera-ciężko było.
Siedzę i stukam w
klawiaturę, 2 razy tekst nie został zapisany, więc pisze od nowa non
stop coś, a tu jeszcze skończyć nie mogę, bo muszę opowiedzieć na
komentarz.
---------------------------------------------------------------------
Andrzeju!
Myślę, że się bardzo mylisz w ocenie mojej osoby, bo nikomu nie radzę
jak i według jakich zasad ma żyć i postępować, w przeciwieństwie do
Ciebie.Wiem , że Ty masz receptę dla każdego i na każdy problem i wydaje
mi się, że jest to poza dyskusją, bo i tak nic więcej do Ciebie nie
trafia. Zawsze bałam się fundamentalistów, bo jestem przekonana , że
nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. To ,że czasami zaklnę czy zrobi to
ktoś inny z mojego otoczenia, wcale nie świadczy o tym, że jesteśmy
zepsuci do szpiku kości. Nie wiem,zastanawiam się, kto bardziej grzeszy –
my -robiąc czasami coś niewłaściwego, czy Ty brakiem pokory i pychą.
Co
to mojego postu pt „ Walizki”-nie zamierzam się spowiadać ze swojego
życia w internecie, nigdy nie miałam zamiaru uprawiać taniego
emocjonalnego ekshibicjonizmu, stękać jaka to jestem nieszczęśliwa i jak
mi się coś tam nie udało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz