czwartek, 26 stycznia 2012

I jeszcze jedno w zasadzie, kiedy coś we mnie pękło.
Przyszły dwie kobiety z dziećmi. Jedno z nich może miało 2lata. Rozłożyły się z plażowymi gadżetami i mama małej dziewczynki bardzo chciała napić się piwa, ale że chłopak sprzedawał trunek za 7 zł puszka, więc zrezygnowała.
I zaczęła się akcja, w zasadzie nie wiem nawet o co. Zaczęła krzyczeć na małą, szarpać ją, popchnęła ją na koc, potem rzuciła jej z całej siły jakimś ubraniem w twarz. Więc mówię do niej-Co pani wyprawia? Spojrzała na mnie. P. od razu na mnie: " Nie wtrącaj się". Powiedziałam, że" będę się wtrącać, bo najlepiej jest nie widzieć i nie słyszeć, a potem skatowane dzieci trafią do szpitali, albo już nikt im nie może pomóc. Wtedy dopiero wszyscy zadają pytania, gdzie byli inni ludzie, jak działo się coś złego, ale jak widzą przemoc wobec dziecka, to biorą tabletkę znieczulającą". Słysząc moje komentarze trochę się wyciszyła,dziecko też się uspokoiło. Nie obyło się oczywiście bez obietnicy skierowanej do dziecka, że nigdzie nie pójdzie, do żadnego basenu.Moje przewidywana się spełniły. Wzięła ją na zjeżdżalnie i cyrk zaczął się od nowa. Dziewczynka widząc brak konsekwencji, znowu nie chciała słuchać, uciekała, sama próbowała wchodzić po barierce do basenu przy zjeżdżali. Ta latała i darła się znowu jak nienormalna. Podnosiła ją z tego pisku, to znowu się kładła i ryczała i tak w koło. W końcu mamuśka zjechała raz i wróciła na koc z dzieckiem.
Jak się okazało wkrótce dziewczynce po prostu chciało się spać. A mamusia chlapnęła od razu bawarka,zapaliła 2 papierosy jeden po drugim i też sobie siała spokojnie.
Generalnie wyjazd urlopowy został zaliczony na plus. P.stwierdził, że można uznać, że był udany, bo pogodę mieliśmy dobrą, poza tym psychicznie go wykończyłam. I nawzajem.
Już na 2 tygodnie przed wyjazdem zastanawiałam się, jak uda nam się przetrwać 24h/7. Biorąc pod uwagę, że średnia dzienna kłótni wyniosła 2 i nie pozabijaliśmy się i tak było nieźle.
Wróciliśmy wczoraj o 21. Jechaliśmy cały dzień z przerwani na obiad, zwiedzanie zamku krzyżackiego w Gniewie, kolację w pizzerii w Łęczycy.
Dzisiaj wstałam pierwsza. Rozpakowałam walizki, wrzuciłam pranie najpierw jedno, potem drugie. Ogarnęłam dzieci mniej więcej i pobiegłam po zakupy. Potem wzięłam się za sprzątanie domu i balkonu, na którym gołębie zrobiły sobie toaletę. Zrobiłam obiad, odkurzyłam i mi się generalnie odechciało. Poszłam na rolki, ale moja kondycja spadła do zera-ciężko było.
Siedzę i stukam w klawiaturę, 2 razy tekst nie został zapisany, więc pisze od nowa non stop coś, a tu jeszcze skończyć nie mogę, bo muszę opowiedzieć na komentarz.
---------------------------------------------------------------------
Andrzeju! Myślę, że się bardzo mylisz w ocenie mojej osoby, bo nikomu nie radzę jak i według jakich zasad ma żyć i postępować, w przeciwieństwie do Ciebie.Wiem , że Ty masz receptę dla każdego i na każdy problem i wydaje mi się, że jest to poza dyskusją, bo i tak nic więcej do Ciebie nie trafia. Zawsze bałam się fundamentalistów, bo jestem przekonana , że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. To ,że czasami zaklnę czy zrobi to ktoś inny z mojego otoczenia, wcale nie świadczy o tym, że jesteśmy zepsuci do szpiku kości. Nie wiem,zastanawiam się, kto bardziej grzeszy – my -robiąc czasami coś niewłaściwego, czy Ty brakiem pokory i pychą.
Co to mojego postu  pt „ Walizki”-nie zamierzam się spowiadać ze swojego życia w internecie, nigdy nie miałam zamiaru uprawiać taniego emocjonalnego ekshibicjonizmu, stękać jaka to jestem nieszczęśliwa i jak mi się coś tam nie udało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz