"Jak ja lubię historie, które dobrze się kończą. Nie przepadam za ckliwymi wyciskaczami łez, ale z Twojej opowieści wypływają prawdziwi ludzie i ich emocje. Po przeczytaniu nasunęła mi się myśl, jak trudno jest uwierzyć w szczere intencje drugiego człowieka w obecnym świecie. Łatwiej jest uwierzyć w zło niż w dobro...Ale najistotniejsze jest chyba to, aby zawsze lepiej wykorzystywać czas na ziemskim padole. Czasu się nie cofnie, ale można wpłynąć na to co jest teraz i częściowo, co zdarzy się jutro".
Jednak ta historia wcale dobrze się nie skończyła.
Życie postawiło nowa przeszkodę- zazdrość.
Naturalną i do przewidzenia rzeczą było , że skoro rodzeństwo się odnalazło po 30 kilku latach, to będą chcieli zacieśnić więzi. Od czasu do czasu spotykali się, dzwonili do siebie, rozmawiali za pomocą komunikatorów.
Okazywanie bratersko- siostrzanych uczuć i zainteresowania nie spodobało się żonie i się zaczęło.Sprawdzanie poczty , czytanie smsów,archiwum komunikatora, reakcja alergiczna na dzwonek telefonu i reakcja histeryczna na ich rozmowy telefoniczne.
Siostra nie chcąc się narażać, zaproponowała, aby to on dzwonił, jeśli będzie chciał, bo ona nie wie, kiedy żony nie będzie w pobliżu.
Z tego co wiem o nic innego nie chodziło, tylko o życzliwe relacje. Pojawiły się wyrzuty typu : bo ze mną takiej relacji nie masz, bo mnie nie przytulasz, bo mi nie opowiadasz o swoich uczuciach, bo chcesz intymności dla siebie i dla niej, bo nie chcesz, żebym czytała wasze rozmowy, e- maile, a do tej pory mogłam. W pewnym momencie posunęła się, moim zdaniem, do kompletnej niedorzeczności wysuwając tezę, że on ją zdradza z własna siostrą. Nie dało się wytłumaczyć. Skoro przytula własną siostrę i całuje ją w policzek, to jest to zdrada.
Pewnego dnia wpadł do niej na chwilkę tylko. Pogadali 15 minut i pojechał. Zadzwonił za pól godziny, bo zapominał zabrać dokumentów od samochodu. Gdy przyjechał po nie, powiedział, że jego żona stwierdziła, że specjalnie zapomniał, żeby znowu się z nią zobaczyć.Mało tego postawiła mu warunek: albo ja i dziecko, albo siostra.
Bardzo dobrze znam ta osobę, wiec wiem jak bardzo było jej przykro, jak trudno było jej się pogodzić ze stratą, bo po tych słowach wiedziała, że prawdopodobnie już nigdy się nie spotkają. Zadzwonił następnego dnia i nie powiedział niczego , czego nie mogła się spodziewać. Odpowiedziała, że w pełni szanuje jego decyzję i nie będzie zabiegała o kontakt.
Przegadałyśmy całe popołudnie i wieczór poszukując jakiś racjonalnych wniosków.
Stwierdziłam ( i zostało to zaakceptowane), że ona ( moja przyjaciółka) nie jest niczemu winna, to tylko efekt braku zaufania w ich związku. Ona tylko była iskrą, która ujawniła to, czego ich relacjom brakuje. Inaczej tego nazwać nie można, bo skoro jedna osoba chce mieć na życiem drugiej totalną kontrolę, to zaufać nie potrafi. Osobiście nie wyobrażam sobie tego, że P. ma hasło do mojej skrzynki, do porali społecznościowych, sprawdza mój telefon i vice versa.
-------------------------------------------------------------------
Dzisiaj rano zamykałam za P. drzwi, kiedy wychodził o pracy. Nacisnął przycisk przywołujący windę, czeka i mówi:
- Zamknij już te drzwi.
- Ale ja patrze na Twój zgrabny tyłek- odpowiadam.
- Ale ty miśku głupi jesteś- mówi.
- Sam jesteś głupi- odpowiedziałam, bo to najlepsza kontra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz