Niepełnosprawność a dzieci.
Lato jeszcze nie minęło- ba nawet nas rozpieszcza słońcem na koniec.
Korzystam więc z każdej chwili. Efekt jest taki, że stępiłam i zdarłam
przednie kółka kompletnie. P. poprzekręcał tylne na przednie i jest w
miarę ok.
Ostatnio na swojej trasie spotkałam niepełnosprawną dziewczynkę.
Jeździła na rowerze „pod okiem”swojego taty. Jazdę do przodu co prawda
opanowała, ale skręcanie i hamowanie chyba nie istnieje w jej
świadomości, więc ojciec musi bacznie obserwować, aby nie zrobiła sobie
krzywdy. Poza tym jest bardzo kontaktowa, aktywna i radosna. Każdego
obdarza swoim uśmiechem od ucha do ucha, co zapewne sprawia, że jest
urocza. Wczoraj nawet pogadałyśmy sobie.
Był
też chłopiec około lat 3.Dziewczynka oczywiście też nawiązała z nim
rozmowę i razem jeździli na rowerach. Chłopiec zdawał się nie zauważać
jej niepełnosprawności, zachowywał się „normalnie”, nie przesadzało mu,
że ona wygląda inaczej, mówi trochę inaczej.
Ale
do czego zmierzam? Zastanowiła mnie ta pozytywna reakcja dzieci,
zwłaszcza tego zdrowego dziecka,które bez uwag zaakceptowało jej
„inność”.
Nie
wiem czy mój wniosek będzie prawdziwy, ale uważam, że to niestety
dorośli uczą patrzeć swe zdrowe dzieci na niepełnosprawność. To oni
podkreślają różnice w wyglądzie i zachowaniu. I niestety przekazują
dzieciom negatywne emocje, jakieś swoje , być może, nieuzasadnione lęki.
Może zbyt mocno zwracają uwagę na różnice, a nie podobieństwa?
Wiem,
że nieraz trudno dzieciom wytłumaczyć, dlaczego ktoś jest inny niż My-
zdrowi. Wynika to pewnie z faktu, że większość rodziców nie odrabia
swojej pracy domowej i nie jest przygotowanych na trudne pytania.
Ja
kiedyś też stanęłam przed taką sytuacją i choć nie jestem rodzicem i
jakby nie mam obowiązku i mogłabym schować głowę w piasek, to podjęłam
się odpowiedzi.Chłopcy zrozumieli.
Ale, ale znowu odbiegam od tematu, choć może tym razem nie do końca.
Zauważyłam
bowiem, że wiele osób niepełnosprawnych widać na ulicy dopiero
wieczorami. W ciągu dnia są gdzieś schowani przed światem i ludźmi, co
przyprawia mnie o smutek. Przykro nieraz patrzeć na zażenowanych ludzi-
towarzyszy osób niepełnosprawnych. Na ich wzrok wbity w chodnik,
odwracanie głowy na widok przechodzących, puste, nieobecne spojrzenie w
przestrzeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz