Czas tu tylko raz
nam dany. Raz przecieka nam przez palce, raz dłuży się w
nieskończoność. Wszystko tu podlega nieubłaganie uciekającym chwilom, my
niestety też- jesteśmy, trwamy, przemijamy. Szyderstwo Pana Boga tkwi w
tym, że nie wiemy,jak długie przedstawienie zaplanował z nami w roli
głównej. Tak więc zawsze powinniśmy się śpieszyć i grać swoja rolę jak
najlepiej, bo jutro możemy ze sceny zejść...
Pięknie żyć. Ba, łatwo powiedzieć, ale co to dzisiaj właściwe oznacza, gdy wszystko polega permanentnemu relatywizmowi ?
Kiedyś
w moim życiu był tak człowiek (dzisiaj wspominałam go u Evy). To mój
dziadek.Ciepły, cierpliwy,pokorny wobec świata i ludzi.Człowiek prosty (
nie mylić proszę z prostactwem). Przynależność klasowa- chłop. Umiał
pisać i czytać, co dzisiaj wydaje się oczywiste, ale gdy ktoś urodził
się w rodzinie chłopskiej na początku XX wieku, to wcale takim
oczywistym nie było. Skończył szkolę elementarną ( dzisiejsza
podstawówka)i to już było coś. Całe życie pracował na polu. Wydaje mi
się , że kochał swoja pracę. Wiem, bo widziałam,że lubił przyrodę,
szanował to, co go otaczało. Mama opowiadała mi, że zawsze dzień
zaczynał i kończył modlitwą. A że Pan Bóg obdarzył go talentem tzn.
słuchem muzycznym i niezłym głosem, więc dziękował Panu Bogu śpiewając.
Ranek witał pieśnią " Kiedy ranne wstają zorze", a żegnał wspólna
modlitwa wieczorną z rodziną. Chyba nikt już teraz tak nie robi. Ja
pamiętam jak z mamą zawsze wieczorem mówiłyśmy modlitwy, ale ona to
wyniosła z domu, wiec było to czymś naturalnym. Myślę, że jednak dziś
rodzice nie klękają wspólnie z dziećmi. W niedzielę zawsze w białej
koszuli ( pamiętam te koszule, ich wygląd, zapach, fakturę materiału)
chodził do kościoła, a miał chyba z 5 km w jedna stronę. Pamiętam jego
drewniany, brązowy różaniec i zaczytana książeczkę do nabożeństwa.
Pamiętam, jak będąc u nas w domu śpiewał zawsze modlitwę zwaną "
Godzinkami". Dziękował Panu Bogu za każdy dzień, choć pewnie wcale nie
miał łatwego i wygodnego życia. Tak muzykę to on kochał
bezwzględnie.Umiał grac na wszystkim, co mu weszło w rękę, na
grzebieniach, różnego rodzaju liściach.Chyba grał tez na jakimś
instrumencie, ale ja nigdy nie widziałam- muszę zapytać mamę. Na pewno
grał na weselach. Zapraszał do siebie do domu- (O Boże co to był za
dom!!!- ale o tym za chwilę) znajomych, sąsiadów, rodzinę. Wspólnie
grali, tańczyli, podobno imprezy były przednie. Dziadek nigdy się np.
nie upił. Owszem wpił sobie zawsze w sobotę 50-tkę czystej, dla zdrowia i
na tym koniec. Nie przeklinał nigdy nawet i nie zapalił nigdy papierosa
(oj chyba nie jest ze mnie dumny patrząc z góry). Był lubiany i
szanowany przez innych, ale tez lubił i szanował innych.Otrzymywał więc
to, co sam dawał. Nigdy nie powiedział złego słowa swojej żonie.
Wszystko załatwiał uśmiechem i żartem i był niesamowicie układny- zawsze
zgadzał się z nią i robił tak jak ona chciała. Dzisiaj
powiedzielibyśmy- pantoflarz, a ja myślę, że on ją po prostu kochał i
chciał, żeby była szczęśliwa. Nie mieli własnych dzieci, więc wychowali
moja mamę ( babcia umarła jak mama miała 3 miesiące, dziadek na wojnie
stracił wzrok i też później długo nie żył)- ja biologistycznych dziadków
nigdy nie poznałam. Biologiczna babcia była siostrą dziadka ( dziadkiem
był dla mnie, dla mamy wujkiem).
Dom
dziadka. Oddalony był od wsi o kilka kilometrów. Stał między polem i
lasem. Wychodziło się z domu i wszystko wokół przepełnione było zapachem
leśnych drzew , polnych kwiatów, zboża i miodu (dziadka sąsiad miał
ule). Jest tam pięknie do dziś, choć domu już nie ma. Dom miał 2 izby i
kuchnię. Był zbudowany z białego kamienia i pokryty strzechą. Na
podłodze były nielakierowane deski. Pamiętam klimat i zapach tego domu.
Jeśli ktoś z czytających nie wie o czym mówię, to odsyłam do " Chłopów"
Reymonta.
Nie
dziwie się mu, że mając 80 lat , mimo przebytej poważnej operacji, nie
przystał na propozycje mojej mamy i nie zamieszkał z nami. Powiedział
jej, że musi wracać do siebie, bo on tutaj ( w mieście) umrze.Zmarł
mając 96 lat. Pewnego dnia położył się spać i już się nie obudził.
Szkoda że go nie ma.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz