Konsekwencja.
Zgodnie
z planem P. odesłał mnie i dzieci na wakacje do swoich rodziców.
Zastanawiający w tym wszystkim jest jedynie fakt, że w zasadzie to o
mnie nawet nie pytał czy chcę, tylko zadecydował już 2 miesiące
wcześniej , że tak będzie. Z taką jakąś lekkością i łatwością pozbył nas
się z domu. Żartowałam dzisiaj, że pewnie chodzi o to, że chata wolna, a
on po powrocie wciśnie w telefonie memory 5 i będzie wszystko jasne.
Gdy odjeżdżał wyszłam przed dom , pomachałam mu papierową, białą
chusteczką i ocierałam sobie łzy.
Wszyscy mieli niezły ubaw.
Zanim
jednak wyjechaliśmy przez 2 dni walczyłam z Philem, a dosłownie z jego
agresją do Ala. Miał szlaban na gry komputerowe, lody, ale jak się
wczoraj okazało wszystko nieskuteczne. Poprosiłam Phila, aby uprzątnął
wieczorem klocki, a on z racji mojej prośby walnął znowu Ala. Ni
wytrzymałam. Podniósł mi się ton głosu. Powiedziałam mu, że z3 zdania.
Ten stał i patrzał na mnie spod łba. Gdy się odwróciłam, zaczął mnie
przedrzeźniać, więc mu dołożyłam odkurzanie całego mieszkania. Chyba
było mało, bo z kolei spróbował z głupimi minami do mnie, więc na
dokładkę dostał sprzątanie balkonu z gołębich kup. Tu podniósł się bunt,
że on nie będzie tego robił. Ze spokojem wyjaśniłam, że właśnie, że
będzie i radzę mu, aby się ogarnął szybko, bo jeśli nie zdąży dziś przed
zmrokiem, to zrobi to jutro rano.
W kuchni, gdy Phil układał klocki, P.zapytał mnie, czy żartowałam z tym sprzątaniem balkonu,odpowiedziałam, że nie.
Wyjaśniłam,
P. ,że skoro ma siłę bić Ala, umie robić głupie miny ,to ma też siłę i
potrafi posprzątać i nie umrze od tego. Ja sprzątam non stop ten
balkon i jakoś ani się nie pochorowałam ani nie umarłam od tego.
Tak
więc po odkurzaniu, młody dostał miskę z wodą i detergentem, ścierkę
oraz szpachelkę i grzecznie posprzątał balkon, zrobił bez szemrania.
Oczywiście po całej akcji był już tak zmęczony, że praktycznie od razu
poszedł spać.
Dzisiaj od rana był bardzo grzeczny.Nie uderzył Ala, nie krzyczał na niego. Pojechaliśmy w dobrych humorach na wieś.
Gdy
P. pojechał, siedziałam z jego tatą w altanie i rozmawialiśmy.
Przyszedł Phil i powiedział mi,że w pokoju, gdzie będę spała, mam na
stoliku niespodziankę.Siedzieliśmy jeszcze chwilę i Phil przyniósł mi
piękną czerwoną różę. Podziękowałam mu, wyściskałam,
wycałowałam,powiedziałam, że to najładniejszy kwiatek jaki kiedykolwiek
dostałam, bo od niego. Pochwaliłam go, że dzisiaj był był bardzo
grzeczny i że bardzo jestem dzisiaj zadowolona z jego zachowania.
Jutro mamy iść na lody.
Zastanawiam się tylko, czy będzie to efekt trwały czy tylko na przysłowiowe 5 minut.
Babcia
chłopców, o czym będzie również później, ma także swoje pojęcie o
wychowaniu dzieci i swoje pomysły na to, żeby były grzeczne. To że
próbuje podważać moje zdanie i stale uważa , że jej widzi mi się jest
lepsze i skuteczniejsze to jedno, to, że ja jej na to nie pozwalam- to
drugie. Jestem na tyle asertywna, że potrafię się jej przeciwstawić.
Jednocześnie wcale jej nie krytykuję, jeśli chłopakom coś każe zrobić,
to ja popieram. Poza tym patrzę i czekam na efekty. Właśnie dzisiaj się
doczekałam. Poszłam z Alena rolki ( Phil wziął rower) bardzo fajnie
bawiliśmy się,wygłupialiśmy się- było na prawdę super. Mówię do
chłopców,ze musimy wracać, bo babcia się wścieknie ( było już późno),no
co Al „ to niech się wścieknie, ja nigdzie jeszcze nie idę”.W końcu
wróciliśmy. Gdy weszliśmy na podwórko, chłopaki nadal szaleli.
Przewracali się na trawnik, biegali jak oszalali, Al nie chciał zdjąć
rolek i gonił w nich Phila. Oczywiście na to wszystko wyskoczyła babcia
przed dom. Ja siedziałam na schodzie i odpinałam rolki i ochraniacze.
Babcia krzyczy, żeby się rozbierał,żeby weszli do domu, a ci biegają. Ja
siedzę i nic, tylko myślę sobie „ no ciekawa jestem jak to się skończy,
czy Cie posłuchają czy nie, czyje pomysły są okażą się lepsze. Tak więc
chłopaki szaleją , a babcia się na nich wydziera i jak przewidywałam
zero skutku. Skończyło się na tym, że powiedziała do mnie „
Dorota,powiedz im coś”. Gdybym była wredna i złośliwa, to nawet nie chce
pisać , co bym im powiedziała, a przy okazji jej. Powiem tylko tyle, że
dzisiaj rano usłyszałam od niej „ życie nie składa się z samych kar”.
Moja odpowiedź „ oczywiście , że nie, ale jeśli ktoś zasłuży, to lekko
nie ma”.
Zdyscyplinowałam
ich trochę, choć wcale mi się nie chciało, bo skoro tak świetnie sobie
radzi i wie lepiej, to powinna sama ich doprowadzić do porządku.
Powiedziałam więc tylko „ Chłopaki dość. Proszę, uszanujcie to, co mówi
babcia. Phil – wejdź proszę do domu, a ty Al ściągaj rolki. I
posłuchali. Oczywiście za chwilę pożałowałam tego, że na 100 %asertywna
nie jestem i nie mówię zawsze, co mi nie leży. Bo drapnęła ich do
łazienki i zaczęła swoje( ale o tym niżej).
Wieczorem
Ala doprowadziłam na łez –tak się ze mnie siał. Zeszłam z nim do
kuchni, bo chciał pić, a szklanki wysoko i nie sięgnie. Nalałam mu soku,
wypił i zostawił może przysłowiowe 2 łyki. Więc mu mówię : „ Al może
byś tak to już wypił do końca?” Al pije, a ja kontynuuje:” Nachlaj się,
żeby Ci w końcu wystarczyło”. To tak rozśmieszyło Ala,że biedny nie mógł
połknąć i musiał wszystko wypluć. Zresztą ja też się śmiałam, zaraz po
tym jak tylko siebie usłyszałam.
Codziennie
staram się z nimi spędzać trochę czasu ( tylko w troje), o ile nic
albo nikt nam nie przeszkodzi. Gramy razem w piłkę tzn. w zbijaka,
głupiego jasia,bądź rzucamy do kosza, jeździmy na rowerach po
okolicznych wsiach,czytam im książkę przed zaśnięciem. Zaniedbuje przy
tym kształtowanie swojego „ dziecka”, zbyt mało czasu „ mu „poświęcam i
mam wyrzuty sumienia, że tak mało robię dla „niego”.
Różnice
Pewnie
w tym temacie można napisać być tomy , a i tak temat nie został by
wyczerpany. To bardzo dobrze, że się różnimy ( my- ludzie ) od siebie,
bo inaczej chyba przyszłoby nam umrzeć z nudów. Mogłabym teraz, tak ja
setki, a może nawet miliony blogowiczek wylać pomyje na rodziców swojego
partnera, ale tego nie zrobię. Powiem inaczej. To bardzo fajni i dobrzy
ludzie, ale mamy całkowicie inne wyobrażenie i postrzeganie świata.
Różnimy się bardzo, ale tolerujemy siebie, a czasami udajemy , że nie
słyszymy. To naprawdę piękna rzecz, tak słyszeć tylko to, co si chce. Są
jednak takie sprawy, kiedy milczeć niewolno.
Dzisiaj po południu tata P. przekonał się, że ja wcale nie jestem miła
kobietą. Zawalczyłam o P.Grzecznie i kulturalnie „rzuciłam się na niego z
pazurami” inie pozwoliłam mu źle mówić o człowieku, którego kocham.
Wiem,że P. ma wady, ale ja je też mam i mają je wszyscy. Wiem, że czasem
się kłócimy. Nieraz wystarczają nam rano 3 minuty od momentu otworzenia
oczu, nieraz nie odzywamy się do siebie, mamy pretensje o coś tam, ale
generalnie to wszystko jest nieistotne.Sprzeczamy się o jakieś pierdoły,
które nawet nie są warte powtarzania. Póki co nawet nie ma prawa
narzekać i złego słowa nie dam o nim powiedzieć.
Mama
P. to prawdziwa Matka Polka Super Hero. Biega za chłopakami. Podtyka im
jedzenie, picie, smaruje chlebek, studzi herbatkę. Hamuje ich
inicjatywę i ogranicza swobodę. Oczywiście to jest tylko moje widzenie,
bo ona uważa i jest przekonana, że najlepiej na świecie się nimi
opiekuje. Nawet im ręce i buzie myje wieczorem, co dla mnie jest
raczej nie do przyjęcia, ale skoro chce- to bardzo proszę. Nie pozwala
sobie w niczym pomóc. Zawsze, codziennie pytam, czy w czymś pomóc. Ale
nie ona zrobi sobie sama i lepiej- w taki razie ok, dla mnie jeszcze
lepiej. Mam czas dla siebie. Chciałam jej dzisiaj pomóc wyrywać
wyrośnięte ogórki z ogródka, to na mnie fuknęła. Ja założyłam rolki i
nie było mnie 2,5 godziny ( przejechałam ponad 20 km).Dzisiaj w moim
mniemaniu przeszła sama siebie. Tata P. miał robić kluski- prażuchy (
dzieci uwielbiają- ja tego nie jem, bo to ziemniaki z maka i kupą
tłuszczu z podgardla). Po takim daniu musiałabym przejechać chyba 50
km), ale gadał z ciocia W, potem z sąsiadem i się wkurzyła, bo już było
przed 17 i drugi syn zaraz przyjdzie z pracy, a tu niczego nie ma. Drugi
syn ma 32 lata, a ona się zachowuje ,jakby był to noworodek, który musi
jeść o określonej godzinie ( dobrze nie wiem, ale chyba dzisiaj nawet
noworodki nie są karmione o ścisłych godzinach). Już miałam powiedzieć,
że przecież nic się nie dzieje, że poczeka na obiad,ale słowa zatrzymały
mi się w krtani.
Dzieci
chciały jeść łom ( kolejne świństwo: kostka margaryny, torebka mleka w
proszku, cukier, kakao,herbatniki i orzechy), to im ukroiłam. Mieli
obrać sobie spód z folii aluminiowej, to babcia wzięła nożyk i zaczęła
ich wyręczać, Mówię jej, że oni sobie to sami zrobią, a ona mi na to, że
sobie ręce pobrudzą, to ja, że sobie umyją. I tak w kółko. Obydwoje
chodzą za mną i pytają, dlaczego nie jem, pewnie jestem głodna. I stale
muszę powtarzać, że ja jem mało i że głodna nie jestem. Al powiedział
dzisiaj babci : „ Dorota w
ogóle
w domu nie je”. Mówię mu zatem : „ Przecież wiesz, że nie mogę, bo tata
powiedział, że jak rozrosnę się wszerz, to mnie wygoni z domu”.To już
stary mój komentarz, zaznaczam,że ja to wymyśliłam a nie P. Kiedy ćwiczę
sobie w domu, robię brzuszki i takie tam inne, a Al mnie pyta:
- Co robisz?
- Ćwiczę- odpowiadam.
- A po co?
- Muszę
- Dlaczego?
- Bo twój tata powiedział, że jak będę gruba , to mnie z domu wyrzuci.Wchodzi do pokoju P. i Al mu relacjonuje rozmowę. P. Potwierdził, że właśnie się tak stanie. Chłopcy tylko popatrzyli na niego spod byka. Chyba trochę mnie lubią.Pomijając powyższe, zauważyłam jeszcze jedną różnicę. Jeżdżę na tych rolkach, bo trasy są super, asfalt równiusieńki inaczej niż w mieście, ale to mało ważne. Istotne jest to, że ludzie tutaj jak mnie widzą, wypowiadają słowa powitania -zwykle „ dzień dobry”. Ja ich nie znam, oni mnie też, ale to bardzo miłe. Myślę, że po miesiącu stałego pobytu tutaj nie byłabym anonimowa, tak jak w miejskiej dżungli.
Epilog.
Wczoraj
wróciliśmy do domu. W końcu i na szczęście. Bilans mojego wyjazdu z
dziećmi na wieś do rodziców P. jest taki, że zostałam uznana przez jego
mamę za persona non grata- powiedziała P.: „ Jak chcesz, to możesz
dzieci tu przywieź, ale Doroty nie”.
Widocznie różnica pokoleniowa i światopoglądowa okazała się dla niej nie do przeskoczenia.
Rozumiem, że wcale mnie nie musi u siebie gościć ani utrzymywać ze mną żadnych relacji, w końcu rodziną nie jesteśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz