czwartek, 26 stycznia 2012

Konsekwencja.
Zgodnie z planem P. odesłał mnie i dzieci na wakacje do swoich rodziców. Zastanawiający w tym wszystkim jest jedynie fakt, że w zasadzie to o mnie nawet nie pytał czy chcę, tylko zadecydował już 2 miesiące wcześniej , że tak będzie. Z taką jakąś lekkością i łatwością pozbył nas się z domu. Żartowałam dzisiaj, że pewnie chodzi o to, że chata wolna, a on po powrocie wciśnie w telefonie memory 5 i będzie wszystko jasne. Gdy odjeżdżał wyszłam przed dom , pomachałam mu papierową, białą chusteczką i ocierałam sobie łzy.
Wszyscy mieli niezły ubaw.
Zanim jednak wyjechaliśmy przez 2 dni walczyłam z Philem, a dosłownie z jego agresją do Ala. Miał szlaban na gry komputerowe, lody, ale jak się wczoraj okazało wszystko nieskuteczne. Poprosiłam Phila, aby uprzątnął wieczorem klocki, a on z racji mojej prośby walnął znowu Ala. Ni wytrzymałam. Podniósł mi się ton głosu. Powiedziałam mu, że z3 zdania. Ten stał i patrzał na mnie spod łba. Gdy się odwróciłam, zaczął mnie przedrzeźniać, więc mu dołożyłam odkurzanie całego mieszkania. Chyba było mało, bo z kolei spróbował z głupimi minami do mnie, więc na dokładkę dostał sprzątanie balkonu z gołębich kup. Tu podniósł się bunt, że on nie będzie tego robił. Ze spokojem wyjaśniłam, że właśnie, że będzie i radzę mu, aby się ogarnął szybko, bo jeśli nie zdąży dziś przed zmrokiem, to zrobi to jutro rano.
W kuchni, gdy Phil układał klocki, P.zapytał mnie, czy żartowałam z tym sprzątaniem balkonu,odpowiedziałam, że nie.
Wyjaśniłam, P. ,że skoro ma siłę bić Ala, umie robić głupie miny ,to ma też siłę i potrafi posprzątać i nie umrze od tego. Ja sprzątam non stop ten balkon i jakoś ani się nie pochorowałam ani nie umarłam od tego.
Tak więc po odkurzaniu, młody dostał miskę z wodą i detergentem, ścierkę oraz szpachelkę i grzecznie posprzątał balkon, zrobił bez szemrania. Oczywiście po całej akcji był już tak zmęczony, że praktycznie od razu poszedł spać.
Dzisiaj od rana był bardzo grzeczny.Nie uderzył Ala, nie krzyczał na niego. Pojechaliśmy w dobrych humorach na wieś.
Gdy P. pojechał, siedziałam z jego tatą w altanie i rozmawialiśmy. Przyszedł Phil i powiedział mi,że w pokoju, gdzie będę spała, mam na stoliku niespodziankę.Siedzieliśmy jeszcze chwilę i Phil przyniósł mi piękną czerwoną różę. Podziękowałam mu, wyściskałam, wycałowałam,powiedziałam, że to najładniejszy kwiatek jaki kiedykolwiek dostałam, bo od niego. Pochwaliłam go, że dzisiaj był był bardzo grzeczny i że bardzo jestem dzisiaj zadowolona z jego zachowania.
Jutro mamy iść na lody.
Zastanawiam się tylko, czy będzie to efekt trwały czy tylko na przysłowiowe 5 minut.
Babcia chłopców, o czym będzie również później, ma także swoje pojęcie o wychowaniu dzieci i swoje pomysły na to, żeby były grzeczne. To że próbuje podważać moje zdanie i stale uważa , że jej widzi mi się jest lepsze i skuteczniejsze to jedno, to, że ja jej na to nie pozwalam- to drugie. Jestem na tyle asertywna, że potrafię się jej przeciwstawić. Jednocześnie wcale jej nie krytykuję, jeśli chłopakom coś każe zrobić, to ja popieram. Poza tym patrzę i czekam na efekty. Właśnie dzisiaj się doczekałam. Poszłam z Alena rolki ( Phil wziął rower) bardzo fajnie bawiliśmy się,wygłupialiśmy się- było na prawdę super. Mówię do chłopców,ze musimy wracać, bo babcia się wścieknie ( było już późno),no co Al „ to niech się wścieknie, ja nigdzie jeszcze nie idę”.W końcu wróciliśmy. Gdy weszliśmy na podwórko, chłopaki nadal szaleli. Przewracali się na trawnik, biegali jak oszalali, Al nie chciał zdjąć rolek i gonił w nich Phila. Oczywiście na to wszystko wyskoczyła babcia przed dom. Ja siedziałam na schodzie i odpinałam rolki i ochraniacze. Babcia krzyczy, żeby się rozbierał,żeby weszli do domu, a ci biegają. Ja siedzę i nic, tylko myślę sobie „ no ciekawa jestem jak to się skończy, czy Cie posłuchają czy nie, czyje pomysły są okażą się lepsze. Tak więc chłopaki szaleją , a babcia się na nich wydziera i jak przewidywałam zero skutku. Skończyło się na tym, że powiedziała do mnie „ Dorota,powiedz im coś”. Gdybym była wredna i złośliwa, to nawet nie chce pisać , co bym im powiedziała, a przy okazji jej. Powiem tylko tyle, że dzisiaj rano usłyszałam od niej „ życie nie składa się z samych kar”. Moja odpowiedź „ oczywiście , że nie, ale jeśli ktoś zasłuży, to lekko nie ma”.
Zdyscyplinowałam ich trochę, choć wcale mi się nie chciało, bo skoro tak świetnie sobie radzi i wie lepiej, to powinna sama ich doprowadzić do porządku. Powiedziałam więc tylko „ Chłopaki dość. Proszę, uszanujcie to, co mówi babcia. Phil – wejdź proszę do domu, a ty Al ściągaj rolki. I posłuchali. Oczywiście za chwilę pożałowałam tego, że na 100 %asertywna nie jestem i nie mówię zawsze, co mi nie leży. Bo drapnęła ich do łazienki i zaczęła swoje( ale o tym niżej).
Wieczorem Ala doprowadziłam na łez –tak się ze mnie siał. Zeszłam z nim do kuchni, bo chciał pić, a szklanki wysoko i nie sięgnie. Nalałam mu soku, wypił i zostawił może przysłowiowe 2 łyki. Więc mu mówię : „ Al może byś tak to już wypił do końca?” Al pije, a ja kontynuuje:” Nachlaj się, żeby Ci w końcu wystarczyło”. To tak rozśmieszyło Ala,że biedny nie mógł połknąć i musiał wszystko wypluć. Zresztą ja też się śmiałam, zaraz po tym jak tylko siebie usłyszałam.
Codziennie staram się z nimi spędzać trochę czasu ( tylko w troje), o ile nic albo nikt nam nie przeszkodzi. Gramy razem w piłkę tzn. w zbijaka, głupiego jasia,bądź rzucamy do kosza, jeździmy na rowerach po okolicznych wsiach,czytam im książkę przed zaśnięciem. Zaniedbuje przy tym kształtowanie swojego „ dziecka”, zbyt mało czasu „ mu „poświęcam i mam wyrzuty sumienia, że tak mało robię dla „niego”.
Różnice
Pewnie w tym temacie można napisać być tomy , a i tak temat nie został by wyczerpany. To bardzo dobrze, że się różnimy ( my- ludzie ) od siebie, bo inaczej chyba przyszłoby nam umrzeć z nudów. Mogłabym teraz, tak ja setki, a może nawet miliony blogowiczek wylać pomyje na rodziców swojego partnera, ale tego nie zrobię. Powiem inaczej. To bardzo fajni i dobrzy ludzie, ale mamy całkowicie inne wyobrażenie i postrzeganie świata. Różnimy się bardzo, ale tolerujemy siebie, a czasami udajemy , że nie słyszymy. To naprawdę piękna rzecz, tak słyszeć tylko to, co si chce. Są jednak takie sprawy, kiedy milczeć niewolno.
Dzisiaj po południu tata P. przekonał się, że ja wcale nie jestem miła kobietą. Zawalczyłam o P.Grzecznie i kulturalnie „rzuciłam się na niego z pazurami” inie pozwoliłam mu źle mówić o człowieku, którego kocham. Wiem,że P. ma wady, ale ja je też mam i mają je wszyscy. Wiem, że czasem się kłócimy. Nieraz wystarczają nam rano 3 minuty od momentu otworzenia oczu, nieraz nie odzywamy się do siebie, mamy pretensje o coś tam, ale generalnie to wszystko jest nieistotne.Sprzeczamy się o jakieś pierdoły, które nawet nie są warte powtarzania. Póki co nawet nie ma prawa narzekać i złego słowa nie dam o nim powiedzieć.
Mama P. to prawdziwa Matka Polka Super Hero. Biega za chłopakami. Podtyka im jedzenie, picie, smaruje chlebek, studzi herbatkę. Hamuje ich inicjatywę i ogranicza swobodę. Oczywiście to jest tylko moje widzenie, bo ona uważa i jest przekonana, że najlepiej na świecie się nimi opiekuje. Nawet im ręce i buzie myje wieczorem, co dla mnie jest raczej nie do przyjęcia, ale skoro chce- to bardzo proszę. Nie pozwala sobie w niczym pomóc. Zawsze, codziennie pytam, czy w czymś pomóc. Ale nie ona zrobi sobie sama i lepiej- w taki razie ok, dla mnie jeszcze lepiej. Mam czas dla siebie. Chciałam jej dzisiaj pomóc wyrywać wyrośnięte ogórki z ogródka, to na mnie fuknęła. Ja założyłam rolki i nie było mnie 2,5 godziny ( przejechałam ponad 20 km).Dzisiaj w moim mniemaniu przeszła sama siebie. Tata P. miał robić kluski- prażuchy ( dzieci uwielbiają- ja tego nie jem, bo to ziemniaki z maka i kupą tłuszczu z podgardla). Po takim daniu musiałabym przejechać chyba 50 km), ale gadał z ciocia W, potem z sąsiadem i się wkurzyła, bo już było przed 17 i drugi syn zaraz przyjdzie z pracy, a tu niczego nie ma. Drugi syn ma 32 lata, a ona się zachowuje ,jakby był to noworodek, który musi jeść o określonej godzinie ( dobrze nie wiem, ale chyba dzisiaj nawet noworodki nie są karmione o ścisłych godzinach). Już miałam powiedzieć, że przecież nic się nie dzieje, że poczeka na obiad,ale słowa zatrzymały mi się w krtani.
Dzieci chciały jeść łom ( kolejne świństwo: kostka margaryny, torebka mleka w proszku, cukier, kakao,herbatniki i orzechy), to im ukroiłam. Mieli obrać sobie spód z folii aluminiowej, to babcia wzięła nożyk i zaczęła ich wyręczać, Mówię jej, że oni sobie to sami zrobią, a ona mi na to, że sobie ręce pobrudzą, to ja, że sobie umyją. I tak w kółko. Obydwoje chodzą za mną i pytają, dlaczego nie jem, pewnie jestem głodna. I stale muszę powtarzać, że ja jem mało i że głodna nie jestem. Al powiedział dzisiaj babci : „ Dorota w
ogóle w domu nie je”. Mówię mu zatem : „ Przecież wiesz, że nie mogę, bo tata powiedział, że jak rozrosnę się wszerz, to mnie wygoni z domu”.To już stary mój komentarz, zaznaczam,że ja to wymyśliłam a nie P. Kiedy ćwiczę sobie w domu, robię brzuszki i takie tam inne, a Al mnie pyta:
  • Co robisz?
  • Ćwiczę- odpowiadam.
  • A po co?
  • Muszę
  • Dlaczego?
  • Bo twój tata powiedział, że jak będę gruba , to mnie z domu wyrzuci.
    Wchodzi do pokoju P. i Al mu relacjonuje rozmowę. P. Potwierdził, że właśnie się tak stanie. Chłopcy tylko popatrzyli na niego spod byka. Chyba trochę mnie lubią.
    Pomijając powyższe, zauważyłam jeszcze jedną różnicę. Jeżdżę na tych rolkach, bo trasy są super, asfalt równiusieńki inaczej niż w mieście, ale to mało ważne. Istotne jest to, że ludzie tutaj jak mnie widzą, wypowiadają słowa powitania -zwykle „ dzień dobry”. Ja ich nie znam, oni mnie też, ale to bardzo miłe. Myślę, że po miesiącu stałego pobytu tutaj nie byłabym anonimowa, tak jak w miejskiej dżungli.

Epilog.
Wczoraj wróciliśmy do domu. W końcu i na szczęście. Bilans mojego wyjazdu z dziećmi na wieś do rodziców P. jest taki, że zostałam uznana przez jego mamę za persona non grata- powiedziała P.: „ Jak chcesz, to możesz dzieci tu przywieź, ale Doroty nie”.
Widocznie różnica pokoleniowa i światopoglądowa okazała się dla niej nie do przeskoczenia.
Rozumiem, że wcale mnie nie musi u siebie gościć ani utrzymywać ze mną żadnych relacji, w końcu rodziną nie jesteśmy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz