czwartek, 26 stycznia 2012

Okazywanie uczuć, ujawnianie emocji związanych z miłością jest na pewno trudną sprawą zwłaszcza dla mężczyzn ( przynajmniej niektórych). Problem ten ma podłoże wychowawcze, socjologiczne i indywidualne. Introwertyk zapewne nigdy nie powie, co czuje, zamknięty w swojej jaskini będzie kochał najmocniej jak potrafi, ale nigdy się nie ujawni. Podobnie flegmatyk, zanim załapie , że to co czuje jest właśnie tym, to może się okazać, że obiektu westchnień dawno już nie ma , chyba że założymy, że obiektem też jest flegmatyk, bo jakoś innego połączenia to nie widzę( mnie by szlag trafił :))Choleryk natomiast wykrzyczy wszystko!
Podobnie człowiek, któremu nie okazywano uczuć w dzieciństwie, nie będzie umiał ich okazać osobie bliskiej, co również wcale nie wyklucza faktu, że kocha ,bądź lubi. Oczywiście zagadnienie jest bardziej złożone. Możemy to zaobserwować stykając się z ludźmi, którym wyrażenie negatywnych uczuć i emocji przychodzi bez trudu, gorzej natomiast z tymi pozytywnymi.
Ciekawy pod tym względem jest proces socjalizacji. Bo nawet jeśli ktoś nie jest introwertykiem i potrafi wyrażać uczucia, to niestety został nauczony w tym procesie, że takich uczuć jak miłość nie należy okazywać. Model społeczny wytworzył stereotyp " macho", który jest stale utrwalany. Wystarczy przyjrzeć się tylko warstwie językowej. Do małych chłopców mówi się " nie płacz, bądź mężczyzną nie bądź babą". Tak więc facet musi być silny psychicznie i mało wrażliwy. Podobno nawet sposób zakładania garderoby jest istotny. Phil został wyśmiany przez tzw wujka, za to ,ze zakłada buty czy skarpetki siedząc, a podobno powinien robić to stojąc. Z tego powodu usłyszał : "ubierasz się jak baba" . Nie będę słów tzw. wujka oceniać- poddaje to Wam drodzy czytelnicy pod rozwagę. Philowi było przykro, bo dawno już przeszedł proces identyfikacji własnej płci i wie doskonale kim jest. Nie rozdrabniając ( bo miało być w końcu o Walentynkach) mamy jeszcze " faceta z jajami"- jakby inni ich nie mieli, męski honor- jakby kobiety go nie miały.
Walentynki więc  ( odważę się na to stwierdzenie) wymyślono dla ludzi ( w znacznej mierze dla mężczyzn),którzy mają jakieś problem w wyrażaniu uczuć. W końcu prawdziwy " macho" raz w roku, może za społecznym przyzwoleniem, pokazać kobiecie , że ją kocha. Oczywiście kobiety się cieszą na ten dzień, potem dostają czerwoną różę lub czekoladki i znowu czekają. Generalnie uważam, że taki dzień jest potrzebny, bo należy dać upust własnym emocjom, nawet jeśli ma to być raz w roku. Tak funkcjonuje tabu w różnych społecznościach. Emocje związane z tabu cały czas wzrastają i musi nastąpić taki moment, kiedy tabu ( choćby na jeden dzień) jest zawieszone. Wtedy jesteśmy w stanie zachować równowagę wewnętrzną. Potem wszystko wraca do tzw. normy hehe .
Sama natomiast nie obchodzę tego święta. W moim rozumieniu to tandeta. Sztuczna amerykańska kalka oparta na komercji. Tu znowu działają w dużej mierze spece od marketingu również społecznego. Bo oto od jakiegoś czasu wmawia się nam , że to jest takie cool. Owi spece w porozumieniu ze specami od sprzedaży nie tylko nam mówią jak mamy się zachowywać 14 lutego, ale już mają dla nas gotowe recepty i rozwiązania, co oczywiście wiąże się z kupnem CZEGOS, najczęściej jest to kolejny shit. Nie rozumiem jak można być szczęśliwym, gdy dostaje się jakiegoś pluszowego misia z naszytym serduszkiem z napisem I love you albo serca ( dalej jest napis I love you) zatopione w szklanej butelce lub słoiku albo poduszkę w kształcie serca z wiadomym napisem. Oczywiście obdarowany czymś takim musi wyrazić swoje zadowolenie z otrzymanego przedmiotu, musi się chwilę pozachwycać ( tu następują ohy i ahy hehe ). Później stawia to na półkę w widocznym miejscu, ale z biegiem czasu przesuwa ten przedmiot w mniej widoczne miejsce, aż w końcu chowa do pudła, a za kilka lat ( gdy już nikt nie będzie pamiętał) wszystko znajdzie swoje miejsce na wysypisku śmieci. Kiedyś też niestety dostałam taki prezent- myślałam, że umrę z wrażenia hehe . Zawsze informowałam, że nie obchodzę Walentynek, podobnie jak Dnia Kobiet, ale nie facet raz w roku musiał. Wczoraj P. też się wygłupił ( na szczęście były to cukierki, a nie misiu z wiadomym napisem). Więc poinformowałam po raz kolejny, że nie chce nic w dniu 14 lutego. Mówił mi, że walczył z kolegą w pracy, bo wcale nie miał ochoty kupować czegoś. Ale kolega, mu wyjaśnił,żeby nie zachowywał się jak ch... Śmieszne to. 14 lutego musi coś dać, bo inaczej będzie ch...., ale gdyby tak dał bez okazji , to w mniemaniu kolegi zapewne byłby pantoflarzem. Jestem pewna,że gdyby P. przyszedł z bukietem kwiatów do pracy i powiedział kolegom, że kupił je po drodze dla mnie, to by pomyśleli, że coś z nim jest "nie teges". Oczywiście P. nigdy czegoś takiego by nie zrobił, bo doskonale wie, że zostałby wyśmiany. Mam nadzieję, że dotarło do niego, że nie chce niczego i nie będę musiała za rok się powtarzać. Jakoś 14 lutego nie odczuwam specjalnego parcia na mówienie komuś - kocham cię lub słuchanie tego typu wyznań.
Najbardziej przykre jest, kiedy ludzie cały rok żyją z sobą jako tako albo wcale, ale 14 lutego pokazują jakie wielkie uczucie ich łączy. Obłuda na całego, szkoda tylko ,że sami przed sobą udają, siebie oszukują. I w tym momencie wrócę do kolegi P., który to wymusił na nim kupno czekoladek. P. mówił mi, że on ze swoją żoną od jakiegoś czasu to nie bardzo, nie mogą się dogadać, nawet już o rozwodzie myślał, ale oczywiście ( mimo wszystko) żonie coś tam kupił i pewnie jej powiedział bardzo miłe słowa. Nie przeszkadza mu to wypisywać jakieś bzdurne sms-y do jakiejś blondyny. P. powiedział mi, że tak podobno ( tak został poinformowany) jest trendy. Jak ci się w stały związku nie układa, to trzeba mieć kogoś na boku, zachowując pozory przykładnego męża i ojca.  Z drugiej strony widzę moja znajomą i jej męża. Z tego co wiem nie maja do siebie elementarnego szacunku, ale w Walentynki ona oczekuje wyznań i " czegoś tam", a on się nagina. Spytacie po co? Udzielę Wam odpowiedzi jego słowami : " dla świętego spokoju, żeby mi nie gdakała przez 2 następne tygodnie; kupie jej różę i mam spokój).
Koń by się uśmiał, ale to nic grunt, że społeczne konwenanse zostają zachowane. Tylko niektórzy maja odwagę przerwać, coś, co i tak nie istnieje.
 Całe szczęście, że P. nie sili się na tani romantyzm ( ten jeden wyskok spowodowany społeczną presją mu wybaczę).Skoro nie kupuje mi prezentów bez okazji, nie obrzuca różami, to niech tego nie robi. Nie znaczy to, że nie okazuje uczuć. Owszem okazuje i to różne, te dobre i te mniej, ale to dobrze, bo nie ma nic gorszego niż obojętność. P. ma tylko problem z okazaniem uczuć przy swojej rodzinie i przy obcych. W takich sytuacjach chowa się w swojej jaskini. Obserwując jego rodzinę czujnym okiem socjologa, wiem dlaczego to robi i nawet do niego nie podchodzę.

Wracając go głównego wątku ( strasznie to chaotyczne dziś wszystko, nono stop myśli nowe kłębią mi się w głowie) nie wiem za bardzo jakbym miała się zachować dostając walentynkowy prezent. Czy paść w ramiona, czy od razu się oddać hehe ??
Reasumując, uważam że  1)kolejny chwyt marketingowy się udał. 2)Tabu zostało na jeden dzień przerwane i można się było wykazać. Generalnie wszyscy zyskali i ci, co czekali i ci,co w końcu mogli sobie pozwolić na romantyzm i sentymentalizm, ważne że nikt nie stracił.
Ja dziękuję z góry za takie atrakcje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz