czwartek, 26 stycznia 2012

Podróż w obie strony upłynęła pod hasłem GPS.
Po raz kolejny potwierdzi się mój sceptycyzm co do zaufania do tego typu urządzeń. P. oczywiście bez GPS nigdzie nie trafi, no przynajmniej tak twierdzi.Za to z GPS pewnie pojechał by przez Warszawę. Pokłóciliśmy się chyba z 10 razy o to samo, bo jechał jak
tępy " kuń". Drogowskaz z napisem Łódź i wielka strzałka narysowana prosto jak byk wisi, a ten swoje, skręca w lewo, bo " pani nawigacja" mówi. Potem pretensje, ze trzeba jechać 5 km, żeby zawrócić. I tak chyba z 5 razy.
Mimo zawirowań dojechaliśmy na 14. Szybko rozpakowaliśmy samochód i pojechaliśmy na plażę, bo szkoda było stracić tak słoneczny dzień.
W zasadzie w ciągu tygodnia to oprócz tego, że wygrzewaliśmy się na słońcu, kąpaliśmy się w morzu, to nic się nie działo.
Po południu w pierwszym dniu P. trochę stracił humor na chwilkę. Pojechaliśmy do sklepu i P. spotkał swoją byłą teściową. Musiał przejechać ponad 500 km, żeby nie uniknąć zderzenia z nią. Mówił że aż przetarł oczy, bo nie wierzył w pierwszym momencie, ale niestety, to był rzeczywisty koszmar, a nie senna mara.
Al i Phil oczywiście marudzili, zwłaszcza Al, ale on to chyba ma po swoim ojcu i z zasady jest nieszczęśliwy i nie potrafi się niczym cieszyć. Poza tym wszystko przebiegało w normie, choć nie obyło się bez kar. Pierwsza dostał Phil za próbę zrobienia ze mnie idiotki. Kładli się spać i dość długo jeszcze w łózkach nie mogli się wyciszyć. Zakomunikowałam, że jeśli się nie uspokoją, to nałożę karę. Al eis wyciszył, ale Phil po 5 minutach woła szeptem i przeszkadza, więc mu mówię, że ma karę i jutro nie będzie jadł lodów, a mały cwaniak do mnie mówi, że on tylko poprawiał sobie poduszkę i dostał jeszcze szlaban na gry komputerowe. Następnego dnia, rozłożyliśmy wszystko na plaży i wybieram się z Alem na lody. Phil wściekłość, rzuca się na piasek, wali pięścią ze łzami w oczach. Idziemy a Al pyta mnie:
- Wiesz dlaczego Phil jest taki zły?
- Wiem- opowiadam.
- To dlaczego- pyta.
- Bo nie może iść z nami na lody- mówię.
- No właśnie- potwierdził Al.
- Ale wiesz Al- mówię do niego- ja nie mogę inaczej, bo się niczego nie nauczy.
- Wiem.
Wieczorem było bez problemu. Powiedziałam tylko, że idziemy spać i ani Phil po raz kolejny, ani Al nie zaryzykowali. Żeby nie było, ze jestem jakąś podłą babą i nie pozwalam się dzieciom bawić na wakacjach, to informuje, że pisząc wieczór mam na myśli godzinę 22.30.
Na plaży za to miałam prawdziwy raj do prowadzenia dyskretnych obserwacji, ludzkich zachowań i relacji. P. tez obserwował z tym wyjątkiem, że były to panie w bikini hehe  . Żeby nie było, ja również rozglądałam się za jakimiś ciachami, ale zbyt wielu to ich nie było. I tak muszę stwierdzić, że jest o wiele lepiej niż kilka lat temu, ale jeszcze trochę brakuje do mojej normy. Zdecydowanie się polepszyło w kwestii zakładania skarpet do klapek i sandałów, ale niektórzy są niereformowalni. Brzuszki piwne nadal królują, ale dla równowagi coraz więcej chłopaków o wyrzeźbionych mięśniach.
Poza tym wyjątkiem na plaży byli ludzie, którzy nie pili piwa czy innego alkoholu. Trochę to przykre, ale cóż ludzie są dorośli i podobno wiedza, co robią.
Z moich obserwacji wynika miedzy innymi, że niektórzy wykazują się totalnym chamstwem. Po plaży chodża , bardzo często bardzo młodzi ludzie i sprzedają przeróżne rzeczy. Nie raz słyszałam z koca obok tekst skierowany do nich :" Choć tutaj!Co tam masz!" Nawet buractwo z pozycji lezącej się nie dźwignęło. Mój komentarz do takiego zachowania :" Ciułał pewnie przez 5 lat, żeby przyjechać na urlop i musi teraz panisko odegrać. Tylko podejść, walnąć w łeb i może by się polepszyło.
Pomijając to, naprawdę ubaw mieliśmy z P. pewnego dnia, gdy rozłożyliśmy swoje manatki koło 2 dziewczyn w wieku około 25-27 lat ( przynajmniej na tyle mi wyglądały). Na samym początku nic się nie działo, bo chlapnęły po 2 piwa i zasnęły. Później żywo rozmawiały o tym, że kolega brunetki zaraz dotrze do nich. Facet jechał 400 km, żeby spędzić, jak się później okazało właśnie z czarnowłosą upojony alkoholem i seksem wieczór. Przyjechał więc "figo fago", ale że czarnulka jeszcze nie była gotowa, to pobiegł po kolejne piwa, zainwestował nawet w zakup frytek. Po pół godzinie już praktycznie na niej leżał, a ona obejmowała go rękami i dyskretnie pocierała nogą o jego nogę. Swoją drogą facet musiał być nieźle zdesperowany, żeby gnać 400 km i  " puknąć" trupa? Raczej zadziwiające jak dla mnie. 
CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz