Po raz kolejny potwierdzi się mój sceptycyzm co do zaufania do tego typu urządzeń. P. oczywiście bez GPS nigdzie nie trafi, no przynajmniej tak twierdzi.Za to z GPS pewnie pojechał by przez Warszawę. Pokłóciliśmy się chyba z 10 razy o to samo, bo jechał jak
tępy " kuń". Drogowskaz z napisem Łódź i wielka strzałka narysowana prosto jak byk wisi, a ten swoje, skręca w lewo, bo " pani nawigacja" mówi. Potem pretensje, ze trzeba jechać 5 km, żeby zawrócić. I tak chyba z 5 razy.
Mimo zawirowań dojechaliśmy na 14. Szybko rozpakowaliśmy samochód i pojechaliśmy na plażę, bo szkoda było stracić tak słoneczny dzień.
W zasadzie w ciągu tygodnia to oprócz tego, że wygrzewaliśmy się na słońcu, kąpaliśmy się w morzu, to nic się nie działo.
Po południu w pierwszym dniu P. trochę stracił humor na chwilkę. Pojechaliśmy do sklepu i P. spotkał swoją byłą teściową. Musiał przejechać ponad 500 km, żeby nie uniknąć zderzenia z nią. Mówił że aż przetarł oczy, bo nie wierzył w pierwszym momencie, ale niestety, to był rzeczywisty koszmar, a nie senna mara.
Al i Phil oczywiście marudzili, zwłaszcza Al, ale on to chyba ma po swoim ojcu i z zasady jest nieszczęśliwy i nie potrafi się niczym cieszyć. Poza tym wszystko przebiegało w normie, choć nie obyło się bez kar. Pierwsza dostał Phil za próbę zrobienia ze mnie idiotki. Kładli się spać i dość długo jeszcze w łózkach nie mogli się wyciszyć. Zakomunikowałam, że jeśli się nie uspokoją, to nałożę karę. Al eis wyciszył, ale Phil po 5 minutach woła szeptem i przeszkadza, więc mu mówię, że ma karę i jutro nie będzie jadł lodów, a mały cwaniak do mnie mówi, że on tylko poprawiał sobie poduszkę i dostał jeszcze szlaban na gry komputerowe. Następnego dnia, rozłożyliśmy wszystko na plaży i wybieram się z Alem na lody. Phil wściekłość, rzuca się na piasek, wali pięścią ze łzami w oczach. Idziemy a Al pyta mnie:
- Wiesz dlaczego Phil jest taki zły?
- Wiem- opowiadam.
- To dlaczego- pyta.
- Bo nie może iść z nami na lody- mówię.
- No właśnie- potwierdził Al.
- Ale wiesz Al- mówię do niego- ja nie mogę inaczej, bo się niczego nie nauczy.
- Wiem.
Wieczorem było bez problemu. Powiedziałam tylko, że idziemy spać i ani Phil po raz kolejny, ani Al nie zaryzykowali. Żeby nie było, ze jestem jakąś podłą babą i nie pozwalam się dzieciom bawić na wakacjach, to informuje, że pisząc wieczór mam na myśli godzinę 22.30.
Na plaży za to miałam prawdziwy raj do prowadzenia dyskretnych obserwacji, ludzkich zachowań i relacji. P. tez obserwował z tym wyjątkiem, że były to panie w bikini
Poza tym wyjątkiem na plaży byli ludzie, którzy nie pili piwa czy innego alkoholu. Trochę to przykre, ale cóż ludzie są dorośli i podobno wiedza, co robią.
Z moich obserwacji wynika miedzy innymi, że niektórzy wykazują się totalnym chamstwem. Po plaży chodża , bardzo często bardzo młodzi ludzie i sprzedają przeróżne rzeczy. Nie raz słyszałam z koca obok tekst skierowany do nich :" Choć tutaj!Co tam masz!" Nawet buractwo z pozycji lezącej się nie dźwignęło. Mój komentarz do takiego zachowania :" Ciułał pewnie przez 5 lat, żeby przyjechać na urlop i musi teraz panisko odegrać. Tylko podejść, walnąć w łeb i może by się polepszyło.
Pomijając to, naprawdę ubaw mieliśmy z P. pewnego dnia, gdy rozłożyliśmy swoje manatki koło 2 dziewczyn w wieku około 25-27 lat ( przynajmniej na tyle mi wyglądały). Na samym początku nic się nie działo, bo chlapnęły po 2 piwa i zasnęły. Później żywo rozmawiały o tym, że kolega brunetki zaraz dotrze do nich. Facet jechał 400 km, żeby spędzić, jak się później okazało właśnie z czarnowłosą upojony alkoholem i seksem wieczór. Przyjechał więc "figo fago", ale że czarnulka jeszcze nie była gotowa, to pobiegł po kolejne piwa, zainwestował nawet w zakup frytek. Po pół godzinie już praktycznie na niej leżał, a ona obejmowała go rękami i dyskretnie pocierała nogą o jego nogę. Swoją drogą facet musiał być nieźle zdesperowany, żeby gnać 400 km i " puknąć" trupa? Raczej zadziwiające jak dla mnie.
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz