Nieraz zdarzają się takie dni, że
wszystko układa się po górkę. Taki był dla mnie ostatni piątek, choć
zaczął się nawet przyjemnie.
Z
domu wyszłam wcześniej, pobiegłam do bankomatu, po chleb, do apteki i
na przystanek. Kupowałam właśnie bilety, gdy uciekł mi autobus.
Oczywiście się wściekłam ( dużo mi nie trzeba). I tu nastąpił miły
aspekt dnia. Pewna Pani, która właśnie wsiadała do samochodu,
zaproponowała mi podwiezienie. Nawet nie było dla niej istotne, gdzie
pracuje i czy to po drodze. Skorzystałam z propozycji. Pogadałyśmy sobie
w trakcie jazdy i tak nam się dobrze rozmawiało, że o mało co nie
pojechałyśmy dalej :). Wysiadając owa Pani, powiedziała , że zabrała
mnie, ponieważ dostałam bardzo dobre referencje od Pani z kiosku. Na
prawdę zrobiło mi się bardzo miło.
W
pracy było całkiem przyjemnie, robiłyśmy z Kasią swoje,pogadałyśmy przy
robocie o rzeczach ważnych i tych mało istotnych. Pomijając telefon do
księgarni, która nie chce , mimo że zapłaciliśmy, przysłać zamówionych
książek. Ja to nazywam po imieniu- KRADZIEŻ, w lżejszej wersji
PRZYWŁASZCZENIE- jedno i drugie pociąga skutki prawne.
Niestety
w domu, gdy chciałam zadzwonić do P., okazało się , że nie ma telefonu.
Zaczęłam go szukać, ale nic z tego. Pomyślałam , że pewnie zostawiłam
go w pracy. Nie mogłam zadzwonić na portiernie i poprosić Pani o
sprawdzenie. Do tego jeszcze Robert ( kolega, który nas odwiedził)
zapowiedział, że jeśli wróci do nas wieczorem, to zadzwoni.
Pojechałam
więc do szkoły. Wysiadłam przystanek wcześniej, bo myślałam, że skrócę
sobie drogę. I okazało się, że nadłożyłam kilometr z hakiem. Telefon
znalazłam, wiec już byłam spokojniejsza. Idąc z powrotem na przystanek,
widziałam jak właśnie jedzie autobus do domu. Pomyślałam wtedy, że "
oczywiście jedź sobie, jedź, bo mnie zatrzymało czerwone światło na
przejściu !!!). Gdy doszłam do przystanku, okazało się, że będę tam
"klęczeć" na wietrze i mrozie jeszcze jakieś 25 minut.
Dotarłam
do domu. Uświadomiłam sobie , że być możne popełniłam błąd, ale to
jeszcze sprawdzę. Żeby zapobiec dalszej frustracji połknęłam od razu 2
tabletki magnezu i 2 tabletki na poprawienie urody. Patrzę na telefon i
okazało się, że ktoś dzwonił, więc oddzwaniam. To był Robert, który
musiał się przejść do sklepu, ponieważ mnie nie było. Na szczęście zbyt
długo nie czekał.
Opowiedziałam
mu cały wariacki dzień, jednocześnie stwierdzając, że chciałabym ,żeby
już się skończył. Nawet byłam skłonna położyć się spać o 18, byle tylko
już zakończyć.
jednak zażyte pigułki na tyle mnie uspokoiły, że mogłam dalej jakoś funkcjonować.
Potem
wrócił do domu P. , walnęliśmy z Robertem po kielichu i jakoś to
było.P. poszedł wcześnie spać, bo też miał trudny dzień ( od 6 rano w
pracy, potem pojechał do Zabrza po tatę do szpitala, z z powrotem do
domu rodziców, na myjnie i dopiero do domu), a ja siedziałam z Robertem i
robiłam sobie i mu zabiegi pilęgnacyjno- upiększające twarzy. Mimo że
otaczałam się przyjemnymi zapachami kosmetyków, cały czas , gdzieś w
podświadomości, myślałam o moim błędzie. W końcu dałam sobie na
wstrzymanie- każdy błąd można naprawić- nie ma sytuacji bez wyjścia, a
skoro tak, to po co stres :)
Chciałabym
się skupić na tym, co było pozytywne i przyjemne dla mnie.Zauważyłam
ostatnio, że budzę chyba w ludziach zaufanie. Przykładem jest Pani z
kiosku, która dała mi dobre referencje. Przecież w zasadzie ani ja tej
kobiety nie znam, ani ona mnie. Przychodzę tam codziennie, kupuje
bilety, tik- taki i chusteczki higieniczne, ale nic więcej. Raz może
zamieniłam z nią kilka zdań- nic wielkiego. Pani, która mnie podwoziła,
też w zasadzie, mimo dobrego zdania o mnie Pani z kiosku , wcale nie
musiała mnie zabrać. I jeszcze Pan ze sklepu z rybami. Jakieś 3 tygodnie
temu, byłam tam pierwszy raz. Chciałam kupić jakąś dobra rybkę na
obiad, ale nie mogłam zapłacić, bo Pan nie ma terminala. I dał mi te
ryby na tzw. krechę. Spytałam go, czy się nie obawia, bo w końcu widzi
mnie pierwszy raz, a on: "że nie, że jest pewien, ze mu przyniosę
pieniądze". Zresztą Pan ze sklepu rybnego jest bardzo kontaktowy, teraz
jak przychodzę, to opowiada mi różne historie i zawsze mówi: "jak pani
nie będzie miała przy sobie pieniędzy, a będzie pani miała ochotę na
coś, to zapraszam, nie ma problemu :)"
Miło
usłyszeć od obcych dobre słowo. To budujące, że w miejskiej dżungli,
znajdują się tacy, którzy wzbudzają zaufanie i tacy, którzy jeszcze
potrafią zaufać, co jest najważniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz