czwartek, 26 stycznia 2012

Nieraz zdarzają się takie dni, że wszystko układa się po górkę. Taki był dla mnie ostatni piątek, choć zaczął się nawet przyjemnie.
Z domu wyszłam wcześniej, pobiegłam do bankomatu, po chleb, do apteki i na przystanek. Kupowałam właśnie bilety, gdy uciekł mi autobus. Oczywiście się wściekłam ( dużo mi nie trzeba). I tu nastąpił miły aspekt dnia. Pewna Pani, która właśnie wsiadała do samochodu, zaproponowała mi podwiezienie. Nawet nie było dla niej istotne, gdzie pracuje i czy to po drodze. Skorzystałam z propozycji. Pogadałyśmy sobie w trakcie jazdy i tak nam się dobrze rozmawiało, że o mało co nie pojechałyśmy dalej :). Wysiadając owa Pani, powiedziała , że zabrała mnie, ponieważ dostałam bardzo dobre referencje od Pani z kiosku. Na prawdę zrobiło mi się bardzo miło.
W pracy było całkiem przyjemnie, robiłyśmy z Kasią swoje,pogadałyśmy przy robocie o rzeczach ważnych i tych mało istotnych. Pomijając telefon do księgarni, która nie chce , mimo że zapłaciliśmy, przysłać zamówionych książek. Ja to nazywam po imieniu- KRADZIEŻ, w lżejszej wersji PRZYWŁASZCZENIE- jedno i drugie pociąga skutki prawne.
Niestety w domu, gdy chciałam zadzwonić do P., okazało się , że nie ma telefonu. Zaczęłam go szukać, ale nic z tego. Pomyślałam , że pewnie zostawiłam go w pracy. Nie mogłam zadzwonić na portiernie i poprosić Pani o sprawdzenie. Do tego jeszcze Robert (  kolega, który nas odwiedził) zapowiedział, że jeśli wróci do nas wieczorem, to zadzwoni.
Pojechałam więc do szkoły. Wysiadłam przystanek wcześniej, bo myślałam, że skrócę sobie drogę. I okazało się, że nadłożyłam kilometr z hakiem. Telefon znalazłam, wiec już byłam spokojniejsza. Idąc z powrotem na przystanek, widziałam jak właśnie jedzie autobus do domu. Pomyślałam wtedy, że  " oczywiście jedź sobie, jedź, bo mnie zatrzymało czerwone światło na przejściu !!!). Gdy doszłam do przystanku, okazało się, że będę tam "klęczeć" na wietrze i mrozie jeszcze jakieś 25 minut.
Dotarłam do domu. Uświadomiłam sobie , że być możne popełniłam błąd, ale to jeszcze sprawdzę.  Żeby zapobiec dalszej frustracji połknęłam od razu 2 tabletki magnezu i 2 tabletki na poprawienie urody. Patrzę na telefon i okazało się, że ktoś dzwonił, więc oddzwaniam. To był Robert, który musiał się przejść do sklepu, ponieważ mnie nie było. Na szczęście zbyt długo nie czekał.
Opowiedziałam mu cały wariacki dzień, jednocześnie stwierdzając, że chciałabym ,żeby już się skończył. Nawet byłam skłonna położyć się spać o 18, byle tylko już zakończyć.
jednak zażyte pigułki na tyle mnie uspokoiły, że mogłam dalej jakoś funkcjonować.
Potem wrócił do domu P. , walnęliśmy z Robertem po kielichu i jakoś to było.P. poszedł wcześnie spać, bo też miał trudny dzień ( od 6 rano w pracy, potem  pojechał do Zabrza po tatę do szpitala, z z powrotem do domu rodziców, na myjnie i dopiero do domu), a ja siedziałam z Robertem i robiłam sobie i mu zabiegi pilęgnacyjno- upiększające twarzy. Mimo że otaczałam się przyjemnymi zapachami kosmetyków, cały czas , gdzieś w podświadomości, myślałam o moim błędzie. W końcu dałam sobie na wstrzymanie- każdy błąd można naprawić- nie ma sytuacji bez wyjścia, a skoro tak, to po co stres :)
Chciałabym się skupić na tym, co było pozytywne i przyjemne dla mnie.Zauważyłam ostatnio, że budzę chyba w ludziach zaufanie. Przykładem jest Pani z kiosku, która dała mi dobre referencje. Przecież w zasadzie ani ja tej kobiety nie znam, ani ona mnie. Przychodzę tam codziennie, kupuje bilety, tik- taki i chusteczki higieniczne, ale nic więcej. Raz może zamieniłam z nią kilka zdań- nic wielkiego. Pani, która mnie podwoziła, też w zasadzie, mimo dobrego zdania o mnie Pani z kiosku , wcale nie musiała mnie zabrać. I jeszcze Pan ze sklepu z rybami. Jakieś 3 tygodnie temu, byłam tam pierwszy raz. Chciałam kupić jakąś dobra rybkę na obiad, ale nie mogłam zapłacić, bo Pan nie ma terminala. I dał mi te ryby na tzw. krechę. Spytałam go, czy się nie obawia, bo w końcu widzi mnie pierwszy raz, a on: "że nie, że jest pewien, ze mu przyniosę pieniądze". Zresztą Pan ze sklepu rybnego jest bardzo kontaktowy, teraz jak przychodzę, to opowiada mi różne historie i zawsze mówi: "jak pani nie będzie miała przy sobie pieniędzy, a będzie pani miała ochotę na coś, to zapraszam, nie ma problemu :)"
Miło usłyszeć od obcych dobre słowo. To budujące, że w miejskiej dżungli, znajdują się tacy, którzy wzbudzają zaufanie i tacy, którzy jeszcze potrafią zaufać, co jest najważniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz