Aktualnie z ukochanym jesteśmy pokólceni. To znaczy ja jestem obrażona i mam pozę księżniczki.
Denerwują mnie jego wtręty, wiecznie problem o to samo.
Śpie sobie w osobnym łózeczku i jest mi bardzo wygodnie. Tylko dlaczego on wpada do mnie rano i mnie "szczypie?"
Dzisiaj przychodzą do nas chłopcy. Będą tydzień.
Już podsunęłam P. pomysł, aby wywiózł ich i siebie do rodziców. No zadowolonej miny nie miał, ale mnie chętnie by tam wysłał. O nie! Nie tym razem.
Jest jedno wyjście - kompromis, tzn ja stoję przy garach.Wrrrr
Po prawdzie już mi przechodzi zadzieranie nosa i wszystko wraca do normy. Przez to jego zaczepianie mnie.
Czyli stanęło na tym, że musimy być razem.
Cóż, faceci czasem w prosty sposób potrafią nas rozbroić, choć racja jest gdzieś pewnie po środku... Przecież nie chciałabyś tak naprawdę, aby sobie pojechali całą trójką. W końcu spokój to nie wszystko - trzymaj się ;-). K.
OdpowiedzUsuńJa przez tydzień dałabym radę, ale P, mówi, ze to wykluczone, bo on tam nie wyrobi psychicznie ;)
OdpowiedzUsuńCóż, święte słowa: oni z gliny, my z kości ;-)
OdpowiedzUsuń