sobota, 28 stycznia 2012

To sobie siedzimy

Jedno jest pewne- muszę do chłopaków z powrotem przywyknąć, do tego ciągłego zamieszania, gwaru, tupotu, kłócenia się i szumu kompuerowych gier wszelkich.
Ja wzięłam dawkę magnezu i costagnusa, bo nerwy mi nadal puszczają- powoli się uspokajam i coraz mniej przeszkadza mi dźwiek upadajacych na podloge przedmiotów.
Wczoraj myślałam, że oszaleję, jak toczyli twardą piłeczkę po panelach, ale dałam rade ( strącaliśmy ludziki).
I to ciagłe zwracanie na siebie uwagi i wołanie co 2 minuty jak nie mnie to P. Niekończąca się historia normalnie.
Wczoraj jak dopadli P. to się opędzić nie mógł. Włazili mu na plecy, kolana. Chodził tak z nimi po domu. Nawet na kolanach u niego chca jeść.
Hit dnia- Phil tak dzisiaj rano mył zęby, że cała pasta została na rękawie jego bluzki. Chrzanie to, nie piorę. Do końca dnia chodzi uflejany :))
Kupiliśmy sanki.

Tak sobie myślę, że byłam bardzo naiwna umieszczając apel do odwiedzających na innym blogu.Przecież fanatyk nie wie, że jest fanatykiem, co sie dzisiaj potwierdziło.
Już mu kiedyś  pisałam, żeby nie zostawiał komentarzy u mnie, ale nie i nie zamierzam mu na jakiekolwiek pytania odpowiadać, ale gdzież tam- nie dociera. Nie zawahałam sie wiec użyć czarnej listy. Ciekawa jestem, czy będzie tworzył kolejne adresy e- mailowe, czy da sobie spokój.






2 komentarze:

  1. Wiesz, ja też muszę się przyzwyczaić, choć w sumie jestem ze swoimi nieustająco, tylko w różnych konfiguracjach... Najtrudniejszy jest Zero-Jedynkowy... Powodzenia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Już jest zdecydowanie lepiej, ale od rana znowu magnez i castagnus zaatakuje.

    OdpowiedzUsuń